To dla dobra dziecka. TA JASNE

Zauważyłam, że umieszczanie dzieci w domach dziecka stało się w Polsce bardzo popularne.
Nie mam nic przeciwko odbieraniu potomstwa rodzinom, zmagającymi się z problemami takimi jak alkohol, narkotyki, stosowanie przemocy. Tymbardziej, że wielu z takich pseudo-rodziców po prostu nie interesuje się dziećmi. Ocenami, frekwencją na zajęciach, zachowaniem poza domem.

Należy podkreślić jednak, że w Polsce odbiera się dzieci również z innych powodów. 



Podam dwa przykłady z życia wzięte aby udowodnić, że KURATORZY, którzy mają za zadanie - pomagać, szkodzą, niszcząc przy tym życie niejednego dziecka.

Przykład 1.

Rodzina alkoholików. Dziecko nie radzi sobie z nauką, nikt mu nie pomaga, nie ma miejsca w którym mógłby się uczyć. Dlaczego? Całe dnie gra telewizor, rodzice alkoholizują się od rana do nocy. Co prawda, został przyznany tej rodzinie kurator, ale nie robi dosłownie nic aby zapobiec tej sytuacji. Przychodzi tylko po to aby się pośmiać.

Przykład 2.

Matka, w przeszłości będąca ofiarą agresywnego męża. Odebrano jej córkę. Przychodzi do niej dwóch kuratorów, w tym jeden to SĄSIAD byłego partnera kobiety. Twierdzi, iż to ona stanowi problem, a mężczyzna był jedynie ofiarą. Robi dosłownie wszystko aby córka została w domu dziecka. Opisuje matkę jako alkoholiczkę, zmagającą się z problemami natury psychicznej. Kobieta zaś całe dnie pracuje aby utrzymać pozostałą dwójkę dzieci, którą też chcą jej odebrać.
Jaki jest efekt takiego postępowania kuratora? Córka nie wróci do domu na stałe. Dziewczynka ostatnio deklarowała, że dłużej tam nie wytrzyma. Prędzej popełni samobójstwo niż spędzi tyle lat z daleka od mamy.

Odpowiedz mi kuratorze – TO JEST DLA CIEBIE DOBRO DZIECKA?! Mieszkanie w jednym pokoju z dwoma/trzema zdemoralizowanymi dziewuszyskami, niedającymi chwili wytchnienia?
Mówisz, że mieszkanie jest za małe, bo jest troje dzieci, a tylko dwa pokoje? NIE BĄDŹ ŚMIESZNY!


Według mnie powinno się pociągać do odpowiedzialności panie idealne kuratorki, w momencie, kiedy dziecko popełnia samobójstwo przez to, że trafia do domu dziecka. Wiele razy NIESŁUSZNIE. Kto to słyszał aby umieszczać dzieci w sierocińcu bo rodzina nie ma zbyt wysokich dochodów? Albo dlatego, że jest brudno w domu? No proszę Was!

Uważam, że osoba, która ma problem z taką panią idealną powinna jak najszybciej udać się do prawnika. Niestety prawda jest taka, iż kurator opiniując daną rodzinę może napisać WSZYSTKO. Matka, będąca ofiarą przemocy ze strony męża, staje się chorą psychicznie alkoholiczką. Mężczyzna, napieprzający żonę i dzieci czym popadnie w oczach kuratora jest ofiarą. I taka, za przeproszeniem, suka zdaje taki, a nie inny raport. 



Drogi kuratorze, zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, zastanów się. Czym jest dla Ciebie dobro dziecka? Odpowiedz sobie szczerze. Zapomnij o wymogach takich jak dochody, rozmiar mieszkania, itd. Ja jako osoba, która nie zna przepisów, uprawniających do zabrania dziecka, powiem Ci tak. Dobrem dla dziecka będzie to, że wychowa się przy matce, ojcu, przez których obdarzany jest miłością. Oczywiście nie mówię o wszystkich przypadkach, bo są rodziny, którym dzieci zabierać się powinno. Ale zanim cokolwiek napiszesz w tym swoim notatniku, zastanów się czy swoją czasem z dupy wziętą decyzją, nie zniszczysz komuś życia albo co gorsza, nie doprowadzisz do samobójstwa. 


Horrory

Każdy psycholog, nauczyciel, opiekun powiedziałby, że oglądanie horrorów w wieku dorastania wypływa na psychikę dziecka. Przyznaję, iż po raz pierwszy obejrzałam ekranizację tego typu w wieku 10 lat... Pamiętam, że był to film o zombie. Mój brat wymiękł po piętnastu minutach i najzwyczajniej w świecie opuścił pokój, mnie natomiast Świt Żywych Trupów tak przypadł do gustu, że wytrwałam do samego końca.

Od tamtej pory, kiedy tylko mamy nie było w domu, włączałam sobie horrory. Z racji tego, że byłam dzieckiem o niesamowitej wyobraźni, trudno było mi w nocy zasnąć. Duchy, mordercy, klątwy... wciąż obawiałam się ich odwiedzin. Odmawiałam modlitwy, obiecując Bogu, iż już nigdy... przenigdy nie obejrzę strasznego filmu!
Potem zaprzestałam przysięgania. Wiedziałam bowiem, że z oglądania horrorów nie zrezygnuję.




Które postacie z filmów zrobiły na mnie największe wrażenie?

  1. Duch kobiety z filmu "Klątwa"
Nie pamiętam w jakim wieku obejrzałam ten film, ale widmo Klątwy prześladowało mnie przez lata. Bałam się brać prysznic, patrzeć w lustro, a nawet jechać windą! Nie mam pojęcia co miała w sobie ta postać, że tak mnie przeraziła. Musiałam pracować nad swoją psychiką aby przestać się bać, m.in tego iż duch kobiety pojawi się w środku nocy w drzwiach. Obawiałam się również chłopca z tego filmu. Do dziś pamiętam scenę, w której dziewczynka leży w łóżku, czuje dotyk na główce – jest przekonana, że to siostra, jednak kiedy się odwraca okazuje się, iż chłopiec o trupiobiałej cerze postanowił pobawił się jej włosami. Uwierzcie, że były momenty, w których wydawało mi się, że ktoś głaszcze mnie po głowie. Wyobraźnia serio potrafi płatać figle.

 
    1. Jig Saw z filmu "Piła"
Może nie tak Jig Saw jak ta laleczka czy czort wie co to było, która jeździła na rowerku albo pojawiała się w nagraniach, puszczanych więźniom. A, i bałam się również tych przestępców z maskami prosiaków. Szczególnie kiedy wchodziłam na klatkę schodową, a nie zdążyłam jeszcze zapalić światła. Wiele razy podczas oglądania części Piły zastanawiałam się czy faktycznie istnieją tacy psychole i co by było gdybym ja stała się ich ofiarą. MASAKRA. Ogólnie dużo jest filmów tego typu, m.in. Hostel, ale ta seria zrobiła na mnie największe wrażenie jeśli chodzi o ekranizacje stroniące od tematyki duchów, opętań, itd.

  1. Krwawa Merry
Film sam w sobie to nic wyjątkowego, ale moją uwagę przykuła pewna scena. Legenda, przesąd – nie wiem jak to nazwać – głosi, że jeżeli stanie się przed lustrem i wypowie trzy razy "Krwawa Merry" pokaże się duch dziewczynki. Trzeba zrobić to przy zgaszonych światłach. Rzecz jasna bohaterka filmu robi coś takiego i zjawa się ukazuje.
Wcale nie przeraziła mnie postać "Krwawej Merry". Ale do tej pory nie jestem w stanie stanąć w ciemności przed lustem i wypowiedzieć tego cholernego imienia trzy razy. Wprost przeciwnie, kiedy przechodzę obok lustra w nocy, staram się w ogóle w nie nie spoglądać. :D 


4. Sinister, Obecność, Naznaczony

W tym podpunkcie wymieniam filmy, które musi obejrzeć każdy miłośnik horrorów. Był taki czas w moim życiu, że horrory już nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Postanowiłam więc oglądać je tylko nocami na słuchawkach. Przy ekranizacji Sinister musiałam zapalić światło. Aha, i jeszcze co chwilę budziłam brata. Film warty uwagi, ale Obecność zrobiła na mnie takie wrażenie, że rano nie pamiętałam o czym ten film był. SERIO. I kiedy znajomi pytali dlaczego polecam Obecność ja nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie. Przypomniałam sobie o dwójce badaczy zjawisk paranormalnych - Lorraine i Ed Warren'ach - dopiero kiedy obejrzałam film drugi raz.
Naznaczony natomiast... ten film mi się po prostu podobał. Fabuła, pomysł, wykonanie. Polecam szczególnie trzecią część, na której krzyczałam, płakałam i śmiałam się – nie nie jednocześnie, aż taka psychiczna jeszcze nie jestem. ;)


Etykietowanie innych ludzi

Dla większości ludzi etykietowanie to nic innego jak oznakowywanie określonych produktów spożywczych. Dzięki plakietkom wiemy, że tuńczyk jest w sosie własnym, a nie w oleju. W konserwie tyrolskiej mięso stanowi niecałe 60% natomiast reszta to soja, tłuszcz wieprzowy, sól i sama chemia w postaci przeróżnych stabilizatorów.

Okej. Mogę się zgodzić, że bez etykietek na produktach spożywczych byłoby niewesoło. Szczególnie dla osób, które zwracają uwagę na to, co w siebie wrzucają.

Ale pamiętajmy, iż człowiek to nie szproty w sosie pomidorowym. A przyszywanie łatek innym, może przynieść negatywne konsekwencje.

Często nie zdajemy sobie sprawy, że swoim ocenianiem, możemy zmienić zachowanie drugiego człowieka. Wystrzegać się tego przede wszystkim powinni rodzice i nauczyciele.

Powiedzcie sami. Jaką opinią w środowisku szkolnym będzie cieszył się uczeń, który miał zatargi z prawem? O ile potrafię zrozumieć niechęć rówieśników, to już negatywny stosunek ze strony nauczycieli do takiej osoby nie powinien mieć miejsca.
Chodząc do gimnazjum wiele razy byłam świadkiem, że osoby, które często rozrabiały, odpowiadały nawet za coś czego nie zrobiły. Nauczycielka nie wiedziała kto zamknął klasę od środka, gdy ta wyszła po kredę, ale gdy wreszcie dostała się do środka, pokazała palcem na chłopaka, który zazwyczaj był winny tego typu naruszeniom, i stwierdziła, że na pewno on się tego dopuścił. 



Albo to jak traktuje się uczniów, mających problem z uczęszczaniem na zajęcia.
Powinniście wiedzieć, że niekoniecznie wynika to z lenistwa. Często przyczyną jest chorobliwa nieśmiałość która powoduje, że dana osoba po prostu boi się chodzić do szkoły.
Wyobraźmy sobie jednak dziewczynę, która pragnie przełamać swój lęk, i po miesiącu nieobecności, przychodzi na zajęcia. Jak zostaje odebrana przez nauczycieli?

"O proszę, kto się wreszcie pojawił!"
"Mamy gościa na zajęciach"
"Napiszesz 3 zaległe sprawdziany i 2 klasówki bo pewnie jutro znów nie przyjdziesz" 

 
Nie są to odzywki wymyślone przeze mnie. Pamiętam je z czasów szkolnych.

Technikum skończyłam pięć lat temu, więc być może teraz coś się zmieniło. Ale chciałabym Wam uświadomić, że takie etykietowanie nic dobrego nie przyniesie, a może zaszkodzić.

Co ma do stracenia chłopak, który i tak jest o wszystko oskarżany? Nawet jeśli tego dnia go w szkole nie było? Ano nic! Skoro nauczyciele sądzą, że jest takim chuliganem, to czemu ma powstrzymywać się od wybicia okna, kolejnej ucieczki czy odpalenia petardy na szkolnym korytarzu?

Czy powrót po miesięcznej przerwie do szkoły ma sens? Przecież gdy ta biedna dziewczyna się pojawi zostanie zawalona pytaniami, żądaniem usprawiedliwienia nieobecności, na niemal każdej lekcji przy sprawdzaniu obecności nauczyciele będą jej dogryzać i jeszcze te zaległe sprawdziany...
Jak więc zmotywować dziecko do powrotu? Uważam, że tutaj powinni główną rolę odegrać rodzice. Iść, nawet po kryjomu, do wychowawcy i porozmawiać o powodach, dla których nastolatek nie uczęszczał na zajęciach. Poprosić aby wychowawca w miarę możliwości zapobiegł zbędnym komentarzom, nadrabianiem w pierwszy dzień zaległych sprawdzianów. Pamiętajmy, że osoba, która wraca do szkoły, jest niepewna, wręcz boi się reakcji innych. Nauczyciele więc powinni zadbać o to aby taki uczeń poczuł, iż powrót był dobrą decyzją.


Rzecz jasna, konsekwencji przyszywania łatek przez innych nie ponoszą jedynie osoby w wieku szkolnym. Ja sama często łapię się na tym, że nie robię czegoś, bo i tak inni są przekonani, co do moich cech charakteru. A może to jest tak, iż oni sami sobie je wykreowali?

Podobnie jest z przestępcami. Wszyscy, jak jeden mąż, jesteśmy przekonani, że osoba, która po 25 latach wychodzi z więzienia, ponownie zgwałci, zabije, zje swoją ofiarę. Sąsiedzi tego człowieka linczują, wypisują na drzwiach różne słowa, a o zatrudnieniu ktoś taki może pomarzyć.

Co więc ma do stracenia? I tak jest przez nas postrzegany jako ten najgorszy. Skoro jesteśmy tacy pewni, że po odbyciu kary, znów wróci do popełniania przestępstw, to czemu miałoby stać się inaczej?


Zauważyliście, jakie mogą być konsekwencje takiego etykietowania?

Dlatego jak już chcemy kogoś oceniać, to róbmy to tak aby dodać odwagi tej osobie. Motywacji do działania.

Ty się w szkole jutro nie pojawisz. - O jak dobrze, że wróciłeś!

Nie poradzisz sobie. Tego materiału jest zbyt dużo. - Nie muszę życzyć Ci powodzenia, bo i tak wiem, że zdasz.

To serio dodaje otuchy.

Recenzja cyklu p.t. "Zwiadowcy"

Jak już może zdążyliście zauważyć nie jest to blog, na którym często pojawiają się opinie na temat czyjejś twórczości. Co ja gadam! Tutaj nigdy nie pisałam o książkach, filmach, serialach które według mnie są godne zainteresowania... albo wprost przeciwnie, tak nudne, że zapragnęłam Was przed tym przestrzec.
Zakończenie mojej kilkuletniej przygody ze Zwiadowcami skłoniło mnie jednak do napisania pierwszej w moim życiu recenzji.




Po pierwszą część tego cyklu sięgnęłam w 2013 lub w 2014 roku. Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam tom, w którym poznałam głównego bohatera – Willa. Chłopak wychował się w
sierocińcu, ale dorastanie bez rodziców, nie przeszkodziło w snuciu marzeń. Dostać się do Szkoły Rycerskiej, aby następnie móc walczyć i jeśli zajdzie potrzeba zginąć w obronie mieszkańców Araluenu.
Will jako chłopak odważny, zręczny, sprytny miał duże szanse zaistnieć pośród uczniów Szkoły Rycerskiej ale jego wątła postura zdyskwalifikowała go na samym starcie. Nie został nawet przyjęty do Akademii, o której ukończeniu tak marzył. Co gorsza, nie nadawał się również do pracy w kuchni, a inne funkcje też wydawały się takie jakieś... nie dla niego.
Co oznaczało dla chłopaka to, że przedstawiciele urzędów, szkoły rycerskiej, a nawet kuchni odrzucili jego kandydaturę? Ano, trafienie do rodziny rolników, w której do końca życia miał być popychadłem.
I tak by się pewnie stało gdyby nie to, że ktoś jednak zauważył potencjał Willa. Tą osobą był Halt, mrukliwy zwiadowca, pełniący swoje obowiązki w lennie Araluen. Okazało się, iż obserwował chłopaka od dłuższego czasu i dostrzegł u niego cechy, których rozwój mógłby w przyszłości zaowocować. Will potrafił się skradać, dzięki swojej wątłej posturze - pozostawał niezauważony przez kucharza Chubba w trakcie operacji, zatytułowanej - podkradanie ciasteczek. Nie ulegało wątpliwości, iż nadawał się na ucznia zwiadowcy, tak więc legendarny Halt przyjął chłopaka pod swoje skrzydła.


W pierwszej części, John Flanagan opowiada o początkach szkolenia Willa, jego pierwszych przygodach, relacji mistrz – uczeń. Poznajemy również przyjaciół bohatera – Horace, ucznia Szkoły Rycerskiej, Jenny – dziewczynę ze smykałką do gotowania, Alyss – której mentorką została sama mistrzyni dyplomacji, Lady Pauline oraz George – marzącego o karierze prawnika.

Jest to zarazem pierwszy, jak i jedyny tom tego cyklu, który porwał mnie bez reszty. Podczas czytania, przyszło mi nawet na myśl, że wreszcie znalazłam lekturę rangi Harrego Pottera. Niestety, następne części mnie rozczarowały. I pragnę w tym miejscu podkreślić, iż w żadnym wypadku nie była to wina autora. Wcale nie chodzi o to, że zanudzał, czy jego styl pisania mi nie odpowiadał. 

 

Po prostu za dużo w tym wszystkim było wojen, opisów broni, walk, zasad rycerstwa. Przyznam, że nieraz miałam chęć pominąć jedną czy dwie strony, ale rzecz jasna nie zrobiłam tego. Uparcie czytałam kolejne sceny, w których mężczyźni walczyli zarówno o życia swoje jak mieszkańców lenna Araluen.

Według mnie jest to cykl, który bardziej spodobałby się facetom. We mnie ta seria nie obudziła żadnych głębszych emocji. Cieszę się, że wreszcie przeczytałam te 14 tomów.

Ktoś mógłby zapytać – po co się z tym męczyłaś skoro już druga część nie przypadła ci do gustu?
Ano, bo jestem uparta. Kiedy zacznę jakąś książkę, muszę przeczytać ją do końca. Ta zasada odnosi się również do serii, składających się nawet i z kilkunastu tomów – tak jak było w tym przypadku.

Skłamałabym jednak gdybym napisała, że kompletnie nic mi się w Zwiadowcach nie podobało.
Urzekła mnie relacja między Haltem, a Willem. Co prawda, na początku powiewało chłodem, ale z biegiem czasu, chłopak przekonał do siebie nieprzystępnego mistrza. Myślę, że Halt najbardziej w Willu lubił to, iż ten szybko się uczył, był ciekawy świata, a dobro przyjaciół stawiał ponad wszystko. Swoją walecznością, odwagą i zaangażowaniem szybko zdobył szacunek nie tylko mistrza, ale i mieszkańców lenna Araluen.

Następny motyw, który przykuł moją uwagę i niejednokrotnie wywoływał uśmiech na twarzy to sposób, w jaki zwiadowcy obchodzili się ze swoimi końmi. Osoby, które przeczytały choćby pierwszą część tej serii, wiedzą, iż John Flanagan nadał koniom, należącym do zwiadowców, wyjątkowe cechy. Zwierzaki potrafiły porozumiewać się w myślach ze swoimi właścicielami, do czego rzecz jasna żaden zwiadowca się nie przyznawał. Co by ludzie pomyśleli, gdyby ci tajemniczy mężczyźni, publicznie rozmawiali ze swoimi wierzchowcami? I bez tego opinia o Korpusie Zwiadowców była... przeciętna, że tak powiem. Otóż, zwiadowcy byli ludźmi zamkniętymi w sobie, stronili od innych, zamieszkiwali zazwyczaj głęboko w lasach albo na obrzeżach lenn. 

 

Licząc tomy, w których John Flanagan opowiada o przeszłości Halta, części Zwiadowców jest aż 14 więc gdybym miała wymieniać wszystko, co mi się podobało i wręcz odrzucało, to ten post pisałabym tygodniami, a nie o to tutaj chodzi.

Jeżeli lubisz literaturę fantasy powinieneś sięgnąć po ten cykl, ale ostrzegam – nie jest to seria, ociekająca magią, na próżno w niej szukać smoków, czarownic, elfów czy krasnoludów.
Zwiadowcy to zwykli mężczyźni o wyjątkowych umiejętnościach, które wynikają z ich zręczności, sprytu i pewności siebie. Czyli z cech, jakie może posiąść każdy z nas.

Czy warto starać się o względy u kogoś, komu na nas nie zależy?

Mogę się założyć, że większość z nas niejednokrotnie marzyła o świecie, w którym ludzie zawsze odwzajemnialiby swoje uczucia. Nikt nigdy nie cierpiałby przez drugą osobę, bezwarunkowo moglibyśmy liczyć na pomoc i wsparcie, a słowa samotność nie byłoby w naszych słownikach. 


Niestety, tak to nawet w bajkach nie ma. Cierpienie, tęsknota, rozczarowanie – to tylko nieliczne z negatywnych emocji, których doświadczamy w życiu codziennym. I nie mówię tutaj o smutku z powodów takich jak brak pieniędzy, nadmiar obowiązków czy perspektyw na przyszłość. Chodzi mi o uczucia, które budzą w nas inni ludzie. Z własnego doświadczenia wiemy, że nie zawsze są one pozytywne. Wprost przeciwnie – bliscy potrafią zadać nam ból, jakiego nie doświadczymy ze strony obcych nam ludzi. To oczywiście działa w obydwie strony. Nie jesteśmy święci i my również niejednokrotnie ranimy najdroższe nam osoby.

Tylko dlaczego tak jest? Przecież miłość nie polega na tym aby siebie nawzajem ranić, prawda? Powody sprzeczek mogą być różne. Rozbieżność zdań na dany temat, brak czasu dla ukochanej osoby, uzależnienia w których sidła wpadamy.

Czasem czepiamy się kogoś, bo widzimy, że to co robi jest złe. Zależy nam i dlatego dochodzi do kłótni. Jeżeli osoba odwzajemnia nasze uczucia, to prędzej czy później dojdziemy do kompromisu, ale co jeśli jest zupełnie odwrotnie...? 

 
Uganiamy się za kimś, kto ma nas gdzieś. Zabiegamy o uwagę u osoby, dla której jesteśmy jedynie kołem ratunkowym. Przychodzi do nas, kiedy nie ma nikogo innego na horyzoncie. Za każdym razem, kiedy jesteśmy wystawiani, obiecujemy sobie, że to ostatni raz. Już nigdy więcej nie będziemy robić sobie nadziei. Nawet jeśli napisze – olejemy. Potraktujemy tak, jak zostaliśmy potraktowani.
Zdajemy sobie sprawę, że gdyby ukochany/ukochana, brat/siostra, matka/ojciec – czyli ktoś, za kogo oddalibyśmy życie, sporządziłby sobie listę, na której widniałyby nazwiska osób ważnych dla niego, MY ZNALEŹLIBYŚMY SIĘ prawie na samym końcu.

A jednak, wciąż gonimy,wybaczamy, nie tracimy nadziei. Wystarczy kilka miłych słów i już jesteśmy w garści.

Czy takie coś ma sens?

Każdy zasługuje na szansę, ale z drugiej strony... ile można? Skoro ktoś ciągle nas rani, jego słowa są warte tyle co nic, to czy warto starać się o względy? Za każdym razem nieść pomoc mimo, że my na wsparcie liczyć nie możemy? Przecież kiedy ta osoba dostaje to czego chce – oddala się od nas. Doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, co więcej - już dawno się z tym pogodziliśmy, a jednak gdy tylko mamy okazję podać pomocną dłoń, nie wahamy się ani chwili. 


Zapala nam się wtedy lampka. A pamiętasz ten dzień, kiedy...
Jakże moglibyśmy go zapomnieć? Przecież, kiedy było już po wszystkim, przez całą noc ryczeliśmy w poduszkę, po raz setny zdając sobie sprawę, że jesteśmy nikim dla osoby dla nas tak ważnej.
To co robimy? Pomagamy czy nie? A, co nam szkodzi! Po raz sto pierwszy machamy ręką na to co było. Może tym razem wszystko potoczy się inaczej?

Nie potoczy się inaczej. Będzie znów tak samo, uwierz. I jednocześnie pamiętaj – Fakt, że ktoś Cię traktuje jak śmiecia nie oznacza, iż Ty musisz odpłacać pięknym za nadobne. Działaj tak, jak podpowiada Ci serce, ale bez względu na to kim jest osoba, o której względy zabiegasz, pamiętaj – ona musi Cię szanować. Między dwojgiem ludzi może nie być zaufania, miłości, a nawet sympatii – to wszystko da się z czasem zbudować natomiast jeśli brakującym elementem jest szacunek... Cóż, moim zdaniem taka znajomość nie ma sensu.

Gra aktorska w życiu codziennym

Każdy z nas jest inny. Uważam, że nikt z nas nie ma sobowtóra – i nie chodzi tutaj o wygląd, a o cechy charakteru. Nie znajdziemy dwóch osób o dokładnie takich samych zaletach jak i wadach. Tyle ilu jest ludzi na świecie, taką liczbę mamy rodzajów osobowości.


Z wyglądem – wiadome – jest inaczej. Są osoby do siebie podobne, a nawet i identyczne. Wizerunek zewnętrzny to coś, z czym się rodzimy. Dużo cech dziedziczymy, np. kolor oczu, włosów czy skóry. Rzecz jasna, na przestrzeni lat, nasz wygląd się zmienia. Możemy w różnoraki sposób dbać o naszą prezencję albo wprost przeciwnie – mieć całkowicie gdzieś to jak wyglądamy i w wieku 25 lat być szczerbatym, pryszczatym, i co tam jeszcze chcecie. 


Na charakter zaś wpływ ma ogromna ilość czynników tj. stosunek rodziców do nas, sposób wychowania, środowisko rówieśnicze, itd.

ALE czy wiecie, że czasami jest tak, iż podporządkowujemy się do ról, jakie wyznacza nam społeczeństwo?

Jeżeli jesteśmy postrzegani jako pewne siebie osoby staramy się nie dawać po sobie poznać tego, że tak naprawdę mamy niskie poczucie własnej wartości. Ktoś mógłby zapytać, ale jak osoba mająca niskie poczucie własnej wartości może być odbierana jako ktoś zupełnie inny? Mogłoby wydawać się, że z reguły tacy ludzie nie wyrażają własnego zdania w szerszym gronie, wprost przeciwnie - kiedy tylko jest to możliwe stronią od towarzystwa, podpierają ściany na szkolnych korytarzach i zawsze, ale to zawsze są tymi ostatnimi.
Cóż, nie do końca tak bywa. Ludzie potrafią stwarzać pozory, dzięki czemu postrzegani są jako zupełnie inne osoby. Na początku jest trudno. Ale potem, gdy społeczeństwo odbiera nas takimi, jakimi chcemy być odbierani, my również zaczynamy w to wierzyć. Rola, którą odgrywamy powoli przestaje być jedynie grą aktorską.
Może dawniej mieliśmy niskie poczucie własnej wartości, ale nie teraz! Zmieniliśmy się! 



Na ile to prawdziwe, a na ile fałszywe?

Uważam, że nie można z dnia na dzień stać się innym człowiekiem. Wszelakie zmiany zachodzą z upływem miesięcy, a nawet lat – więc jeżeli chcesz przebudować swoją osobowość musisz uzbroić się w cierpliwość. Jest to ogromnie trudne i tak naprawdę nigdy do końca niewiadomo czy się uda.
Pomimo tego, że wyszłam z dołka, nabrałam pewności siebie i teraz robię rzeczy o których dawniej jedynie marzyłam – nadal gdzieś w moim sercu tkwi taka malutka cząstka starej mnie.
Może i przez większość osób jestem postrzegana jako ta pewna siebie prymuska, której wszystko się udaje, ale tak naprawdę ci ludzie nie mają pojęcia ile mnie to kosztuje.

Ile kosztuje przebudowa swojego wnętrza. Jak z cichej myszki można stać się osobą gadatliwą? Nie da się! Tak naprawdę wciąż się boję. Tkwi we mnie coś, co szepcze mi do ucha: nigdy nie znajdziesz pracy, do niczego się nie nadajesz, nie jesteś nikomu potrzebna. 

 

Czy to oznacza, że jestem fałszywa?
Być może, ale wiecie co? Nie umiem inaczej. Nie potrafię odsłonić swoich słabości. Jestem na to może zbyt dumna? Poza tym, ludzie nie chcą słuchać o czyjś problemach, rozterkach... Więc po co o nich mówić?

Dlatego właśnie kocham pisać. Wtedy nie odgrywam roli, jaką narzuciło mi społeczeństwo. Jestem po prostą sobą.

Dlaczego małoletni staje się nieletnim? Zanim ocenisz, poznaj przyczynę!

Aby z powodzeniem móc porozmawiać o problemtyce przestępczości nieletnich najpierw zaczniemy od wyjaśnienia terminów.

Błąd, który popełniany nagminnie przez dziennikarzy, kierowników sklepów, a nawet pisarzy.
Postrzeganie dwóch tak różnych pojęć jako synonimy.

Małoletni – Nieletni


Kim jest małoletni chyba każdy wie. Tak dla przypomnienia, to osoba poniżej 18 roku, która nie zawarła związku małżeńskiego. Natomiast nieletnim jest ktoś, poniżej 17 roku życia, kto (uwaga!) dopuścił się czynu zabronionego.

Nie wiem dlaczego, ale utożsamianie tych dwóch pojęć strasznie mnie irytuje i gdy widzę przy kasie tabliczkę infomującą mnie, że nieletnim alkoholu nie sprzedają, to mi się COŚ robi. Nie cierpię, gdy ktoś używa pojęć, których znaczenia nie zna.

Ale przejdźmy do tematu.

Dzisiaj chciałam z Wami porozmawiać o tym dlaczego tak często osoby małoletnie dopuszczają się czynów zabronionych. Otóż, podczas studiów licencjackich, przeprowadzałam wywiady z nieletnimi oraz dużo na ten temat czytałam i chciałabym podzielić się z Wami moją wiedzą.

Pewnie myślicie sobie. Po co nam to?

Cóż, zjawisko przestępczości dotyka nas wszystkich. Wiele razy krytykujemy osoby, godzące w cudze dobra, tak naprawdę nie zastanawiając się nad powodami, dla których zachowują się tak, a nie inaczej. Dla większości ludzi w społeczeństwie, z małoletniego, który na pewnym etapie dorastania, zbacza z właściwej drogi, nic dobrego już nie wyrośnie!
Potrafię zrozumieć, tak surową ocenę ze strony osób postronnych, ale żeby nauczyciele, dyrektorzy szkół, psycholodzy? Oni mają za zadanie pomóc takim osobom, a tymczasem nieletni postrzegani są jako kryminaliści. Jeżeli ktoś narozrabia, a do końca nie wiadomo kto to zrobił, na kogo zwala się winę?

A no na tego co ostatnio tą sprawę w sądzie miał. Skoro raz coś takiego zrobił, to również w tej sprawie maczał paluszki.

Uwierzcie, że demoralizacja to pojęcie bardzo szerokie i nie obejmuje jedynie złodziei, morderców i gwałcicieli, ale nawet i osoby, które uchylają się od obowiązku szkolnego, te wychowujące się w rodzinach patologicznych, itd.

Jakie czynniki najbardziej wpływają na demoralizację?

#1. Media, telewizja, internet.

Aktualnie bardzo trudno trafić na bajkę całkowicie pozbawioną przemocy. Zawsze jest jakiś pozytywny i negatywny bohater, walka między nimi i zwycięstwo dobra nad złem. Zauważcie, że w bajce postacie rzucają się z okien, wjeżdżają jeden na drugiego czołgiem, przebijają siebie nawzajem mieczami i... nawet ociupinę krwi im nie poleci!
Dzieci oglądają coś takiego i: jest grupa, która wie, iż to jedynie bajka, a w życiu jest całkowicie inaczej. Jednak ostrzegam! Są przypadki, kiedy jest zupełnie odwrotnie! Dzieci myślą, że to jest tak jak w bajce i mogą skoczyć z okna, skrzywdzić kolegę, a żadnych konsekwencji i tak nie będzie.


Dorośli często się tak zachowują, a co dopiero dzieciaki! Czytałam ostatnio, że w reklamie REDBULLA nie twierdzą już, iż po wypiciu dostanie się skrzydeł, bo... co niektórzy wzięli to za bardzo do siebie i próbowali przekonać się na własnej skórze czy to prawda!
Pamiętam, że jako dziecko oglądałam tę reklamę i zastanawiałam się nad wiarygodnością tych słów. Byłam święcie przekonana, że telewizja nigdy nie kłamie. Ale żeby zaraz skrzydeł dostać? Na szczęście REDBULL jest na tyle drogi, że mama nigdy mi go nie kupiła. :D

#2. Środowisko rówieśnicze.

Powiadają, że z kim się zadajesz, takim się stajesz. Moim zdaniem to wszystko zależy od charakteru człowieka. Czy potrafi być asertywny i powiedzieć NIE? Ma na tyle odwagi aby w gronie znajomych wyrazić odmienne zdanie na dany temat?
Większość małoletnich jednak brać przykład z dorosłych, wzoruje się na rówieśnikach. Rzecz jasna, nie zawsze jest to złe. Jeżeli dziecko obraca się w towarzystwie spokojnych, zrównoważonych nastolatków to jest to jak najbardziej porządne. Bo kto jak nie nasi rówieśnicy potrafili zmotywować nas do nauki, zdrowego odżywiania czy ćwiczeń na lekcji WF-u?

 
Gorzej jednak jak małoletni trafi do środowiska łobuzów, którzy zamiast zabaw na boisku wolą trudnić się kradzieżami, zastraszaniem słabszych czy też dręczeniem zwierząt. Takie osoby tworzą grupy, którym często przewodniczy ktoś dorosły. Wciągają do siebie dzieci zagubione, samotne – aby potem wykorzystać do brudnej roboty.
Środowisko rówieśnicze ma ogromny wpływ, dlatego czasem nawet małoletni pochodzący z porządnych rodzin, zbaczają z właściwej drogi. Fakt, iż trzynasolatek odpowiada przed sądem rodzinnym za kradzież, czy bójkę nie oznacza, że wszystkiemu winni są rodzice.

#3. Środowisko, w którym małoletni się wychowuje.

Ten czynnik ma największy wpływ na to jaką dziecko obierze sobie drogę. Podczas przeprowadzania wywiadów dowiedziałam się, iż nieletni kradł, brał narkotyki, nie uczęszczał na zajęcia bo: matka go dyskryminowała, wciąż porównywała do brata – nie dawała mu pieniędzy (w ogóle, nawet głupich 50 gr!), twierdząc, iż na to nie zasługuje bo się źle uczy. Efekt? Liczne kradzieże, branie narkotyków, itd. Rzecz jasna to nie tylko wina tego, że nie dostawał kieszonkowego. Tu problem był głębszy - wynikał z braku miłości i zrozumienia ze strony matki.
Idąc dalej, za dobrym rodzicem też nie można być. Dlaczego? Cóż, dzieci wejdą ci na głowę. Matka samotnie wychowująca dwójkę dzieci pragnęła zastąpić ojca, pozwalała na wiele rzeczy, kupowała drogie zabawki, a potem pożyczała pieniądze na chleb. Efekt? Dzieci wymuszały na niej dosłownie wszystko. Z czasem zaprzestały obowiązku szkolnego. No bo po co mają chodzić do szkoły, skoro wystarczy namówić matkę i po sprawie?
No i na samym końcu, wychowanie w rodzinie patologicznej. Tutaj chyba nie muszę nikogo przekonywać, że dzieci pochodzące z takich domów, od dzieciństwa znają tylko alkohol, przemoc, wyzwiska. Czerpią takie wzorce z rodziców, więc czego mamy od nich oczekiwać?


Wiele zaczynają rozumieć dopiero jak pójdą do przedszkola, szkoły. Orientują się, że życie wcale nie wygląda, tak jak u nich w domu. Niestety, w niektórych wypadkach, jest na to o wiele za późno.

Jak widzicie, złodzieje, łobuzy, a nawet przestępcy, nie zawsze są bezwględnymi ludźmi, pozbawionymi sumienia. Ja wymieniłam tylko trzy, ale liczba czynników, wpływających na stopień przestępczości wśród nieletnich jest ogromna. Zanim ocenimy drugiego człowieka, zastanówmy się – co sprawiło, że posunął się do tak okropnego czynu?

Myślę, że to pierwszy krok do efektywnego przeciwdziałania przestępczości i to nie tylko wśród nieletnich.

Zwierzę nie ma duszy

Odkąd pamiętam, w moim domu, zawsze było jakieś zwierzę. Mieliśmy psa, koty, chomiki, króliczka, i wiecie co? Nie wyobrażałam sobie traktować ich inaczej niż jako członków mojej rodziny.

W wakacje jednak jeździłam w miejsce, gdzie zwierzęta były traktowane jak przedmioty.
Do dziś pamiętam suczkę na łańcuchu, której było mi tak szkoda... Mówiono mi bym nie głaskała psów bo one roznoszą zarazki. Są przecież takie brudne! Ja jednak byłam nieugięta. Kochałam zwierzęta i nie miałam zamiaru tego ukrywać.

Zwierzę nie ma duszy

Są to słowa, które słyszę po dziś dzień. Wypowiedziane przez osoby, dla których pies jest jedynie ozdobą podwórka, sygnałem dającym znać, że ktoś właśnie przyjechał.
I chociaż chciano za wszelką cenę przekonać mnie, iż zwierzęta nie mają mózgu, nie potrafią kochać, wywołało to odwrotny skutek. Ja wciąż pamiętam wiele rzeczy, o których nie chcę tu pisać, bo te osoby mogą to czytać. Ale cierpienie tych zwierząt, było wtedy moim cierpieniem i sprawiło, że jestem bardzo uczulona na krzywdę, jaką wyrządzają ludzie swoim pupilom.

#1. ŁAŃCUCH
Uważasz, iż to, że kupiłeś, dostałeś czy przygarnąłeś psa, uprawnia Cię do zniewolenia go? Tak trudno Ci zrozumieć, że jesteś dla tego psiaka całym światem? 


Kiedyś zostałam shejtowana na fejsie za to, że śmiałam porównać zwierzę do dziecka. Napisałam babie, która stwierdziła, iż trzymanie psa w klatce jest okej (no bo przecież zagraża bezpieczeństwu synka) żeby uwiązała do budy swoje dziecko. Może i przesadziłam, ale kurczę... PIES RÓWNIEŻ MA UCZUCIA! Co z tego, że jest zwierzęciem? Skoro nie masz dla niego miejsca, planujesz dziecko a nie wyobrażasz sobie trzymać psa obok noworodka, TO SIĘ NIE DECYDUJ NA ADOPCJĘ! Proste?!

#2. ODDAWANIE ZWIERZĄT
Znam wielu ludzi, którzy najpierw biorą psa czy kota, a potem twierdzą, że nie... jednak muszą oddać bo nasrał albo się zerzygał i nie będą trzymali...
Pamiętaj, zwierzę nie jest przedmiotem, który możesz odłożyć na półkę kiedy Ci się znudzi. Może w to nie wierzysz, ale zapewniam Cię, iż kot, pies czy chomik, którego przygarniesz, pokocha Cię. I nieważne jaki dla niego będziesz. Twój dom stanie się dla niego miejscem, w którym będzie czuł się bezpieczny. Ciebie zaś będzie wyczekiwał z utęsknieniem za każdym razem gdy wyjdziesz do szkoły, pracy. 


Zastanów się więc czy chcesz skazywać zwierzę na tęsknotę, która może go zniszczyć. Pamiętaj, że może nie znaleźć domu, w którym będzie kochany. Wprost przeciwnie. Ludzie są różni. Traktują zwierzęta gorzej jak przedmioty. Biją. Przypalają papierosami.
Chcesz zaryzykować?

#3. ZWIERZĘ KONTRA MAŁE DZIECKO
Ja rozumiem, że kochasz swoje dziecko i chcesz ze wszelką cenę je chronić. Ale jeżeli Twój synek lub córeczka ma kaprys aby pociągnąć za futro psa, podnieść za ogon kota, kopnąć królika, nie możesz mieć za złe zwierzęciu, że warknie lub ugryzie Twoje dziecko. Ono się tylko broni.
Większość rodziców kompletnie nic nie robi sobie z tego, co ich dzieci wyczyniają ze zwierzętami. Kiedy zwracam uwagę takiej matce lub ojcu, tłumaczą, iż przesadzam. To jest tylko małe dziecko! Jak więc ma rozumieć...
Ale kiedy to pies straci cierpliwość i chapnie, nawet tak bez zębów – OOO! TO JEST WTEDY WIELKA ROZPACZ! Bo ten kundel ugryzł moje dziecko! Najlepiej na łańcuch z nim albo wydać, co?
Nienawidzę czegoś takiego. To, że twoje dziecko jest małe, nie tłumaczy takiego zachowania. Jeżeli decydujesz się na psa lub kota, dbaj o zwierzę. 


#4. PRZEMOC WOBEC ZWIERZĄT
Tutaj chyba nikogo nie muszę przekonywać, że ludzie stosujący przemoc wobec zwierzaków są po prostu... śmiećmi. Jak można znęcać się nad słabszym stworzeniem? Zastraszać? Bić? I to za byle gówno. Najczęściej powody, za które psy lub koty są bite, wynikają ze złego wychowania. A kto jak nie Ty tym się zajmuje? To właściciel jest odpowiedzialny za to, że zwierzak nie słucha, ucieka, jest agresywny.
Wielokrotnie widziałam jak ludzie biją psy za to, iż odejdą zbyt daleko, za mocno pociągną za smycz, szczekają. I choć dawniej byłam tchórzem i jedynie się temu przyglądałam, teraz zwracam uwagę takiej niedorajdzie.

Wiem, że Wy, moi czytelnicy, kochacie swoje zwierzęta. Nie jesteście przestępcami i nie znęcacie się nad własnymi pupilami. Ale mam do Was prośbę. Jeżeli widzicie, że zwierzęciu dzieje się krzywda, NIE PRZECHODŹCIE OBOJĘTNIE! Reagujcie! Nie mówię aby od razu rzucać się z siekierą na takiego śmiecia, ale... zwróćcie mu uwagę. Zapytajcie, czy fajnie tak znęcać się nad słabszym stworzeniem. Czy go to satysfakcjonuje? A może chce porozmawiać o tym z Policją?

Pamiętajcie moi drodzy, nie ma czegoś takiego jak głupi pies. Jest tylko głupi właściciel. 

 

Kara dożywotniego pozbawienia wolności - czy jest sens jej stosowania?

Zapewne wielu z Was nie zgodzi się z moim zdaniem na temat sensu stosowania dożywotniego pozbawienia wolności.


W końcu niektóre osoby z naszego społeczeństwa chciałyby aby ustawodawca wprowadził karę śmierci, sądząc, iż tylko poprzez śmierć, sprawca odkupi swoje winy.
Na całe szczęście, z racji tego, że Polska należy do Unii Europejskiej, poszerzenie katalogu kar kryminalnych o zawiśnięcie na stryczku, jest niemożliwe.


Ale przejdźmy do rzeczy.

Jestem za całkowitą eliminacją kary dożywotniego pozbawienia wolności z polskiego systemu prawnego.

I tu następuje atak ze strony społeczeństwa. A co z gwałcicielami?! Mordercami?! Mają być bezkarni?! A co gdyby to twoje dziecko zostało... Bla, bla, bla.

Okej, wszystko w porządku. Sprawca dopuścił się czynu zabronionego, a więc jasne, że odpowie przed wymiarem sprawiedliwości. Tym bardziej jeśli chodzi o przestępców groźnych albo recydywistów. Tacy powinni być surowo karani. 20-30 lat pozbawienia wolności owszem, ale nie całkowite wyeliminowanie ze społeczeństwa!

Dlaczego?
Otóż, nie takie są CELE stosowania kar kryminalnych.

Zgodnie z kodeksem karnym wykonawczym, wykonywanie kary pozbawienia wolności ma na celu wzbudzenie w skazanym woli współdziałania, chęci zmiany swojej postawy tak aby móc normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Odsiadka ma wzbudzić w sprawcy poczucie winy, sprawić aby wziął odpowiedzialność za swój czyn, poczuł potrzebę przestrzegania prawa.


A tym czasem co się dzieje?

Przestępcy trafiają do zakładów karnych, które nie dość, że są przepełnione, to i utrzymywane z naszych kieszeni. A powiedzcie mi, jaka jest różnica między karą 25, a dożywotniego pozbawienia wolności? Za kratami traci się poczucie czasu. Najtrudniej jest przez pierwszy 5-10 lat, a później? Cóż, człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego. Jaki jest więc sens trzymania kogoś przez 40-60 lat pośród osób, które w resocjalizacji raczej nie pomagają?

Kiedy o tym myślę, powiedzmy, że potrafię zrozumieć sądy, skazujące na dożywotnie pozbawienie wolności osoby, które dopuściły się zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, recydywistów, lub takich, dla których mordowanie i gwałty to jak dla nas posmarowanie bułki masłem.

Ale nie wiem czy słyszeliście o sprawie dwojga zakochanych w sobie ludzi, którzy dopuścili się czegoś strasznego. Zabili rodziców chłopaka.
Zostali skazani na 25 lat pozbawienia wolności. W odpowiedzi nasz prokurator generalny złożył kasację do Sądu Najwyższego o zasądzenie kary dożywotniego pozbawienia wolności. Dla osób, które nawet nie przekroczyły dwudziestego roku życia. Dla mnie to jest karygodne, że osoba z tak wysokim wykształceniem, domaga się aby dwójka osób, mających szansę na rozpoczęcie normalnego życia, została całkowicie wyeliminowana ze społeczeństwa.



I jak więzienia mają nie być przepełnione?

Kolejna sprawa to koszta. Nie ma co się oszukiwać. Polska do najbogatszych krajów się nie zalicza. Na utrzymanie dwóch osób, którzy mogą jeszcze wyjść na prostą, nie są aż tak groźnymi przestępcami, nas po prostu nie stać.

Nie zrozumcie mnie źle. Ja nie chcę aby przestępcy chodzili sobie po wolności. Jednak zamknięcie katalogu kar kryminalnych na 25 lat pozbawienia wolności byłoby dobrym rozwiązaniem. Bo widzicie, na seminarium dyplomowym nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy. W tym wszystkim nie chodzi o wysokość kary, a o jej nieuchronność.


Polska państwem prawa

Pamiętam, że na pierwszym roku, aby podwyższyć sobie ocenę z prawoznawstwa, musiałam wypowiedzieć się na temat tego czy Polska jest krajem praworządnym. 


Z racji tego, iż zadanie w formie pisemnej miało być udostępnione na forum, miałam możliwość zapoznania się z odpowiedziami innych osób.
Wszyscy zgodnie stwierdzili, że tak. Polska jest państwem prawa, ponieważ tak jest napisane w Konstytucji.
Marny argument, prawda?
Rzecz jasna bardziej rozwinęli swoje wypowiedzi, ale szczerze mówiąc, ani trochę mnie nie przekonali. Bo co mi z tego, że art. 2 ustawy zasadniczej mówi, iż Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej?
Co nam daje treść art. 7, w którym ustawodawca prawi, iż organy władzy publicznej są zobowiązane działać na podstawie i w granicach prawa?
To jest tylko i wyłącznie teoria, a więc tak. Polska jest państwem praworządnym, ale tylko i wyłącznie na papierku.

Prawda jest taka, że większość pseudo-policjantów Konstytucji nawet w ręku nie miała. Zamiast strzec bezpieczeństwa, przykładowo mojego miasta, co robią? Stoją pod mostem i czekają na kogoś, kto bezprawnie przez tory przejdzie. No bo przecież niewolno. Mandacik będzie.
A co zrobili, kiedy mojemu bratu skradziono telefon? Cóż, prokurator umorzył postępowanie mimo, że mój brat podał dane złodzieja. Miał dowody w postaci sms-ów, rozmów na facebooku, itd. No, ale oni mają dosyć roboty! Po co łapać przestępców skoro mogą czyhać na pijoczków pod blokami?
A jak się nie daj Boże postawisz to wywiozą Cię "na dołek" i łagodnie mówiąc, postawią do pionu. 


Nie jestem jedną z tych osób, która idąc przez ulicę krzyczy, jak bardzo nienawidzi Policji. Jednakże... Widzę co się dzieje i aż mnie krew zalewa. Na uczelni mówią mi jedno, a na świecie dzieje się całkowicie co innego.
Komornicy, kuratorzy robią co im się podoba. Wykorzystują swoją "władzę", zastraszają ludzi, niejednokrotnie okradają. Człowiek zaś przekonany, że urzędnik zawsze będzie górą, godzi się na takie traktowanie.
Pamiętaj: nie daj sobą pomiatać, nie daj się okradać ani zastraszać. Jeżeli jakiś urzędas, komornik, kurator – czy jakokolwiek inny przedstawiciel władzy publicznej, działa niezgodnie z prawem na Twoją niekorzyść, działaj! Rzecz jasna nawet studentowi prawa trudno byłoby wytoczyć sprawę zwłaszcza z zakresu prawa cywilnego. Jedno przeoczenie, niedoniesienie papierka, niezłożenie podpisu może spowodować wycofanie/odrzucenie pozwu. 


Dlatego też zachęcam gorąco do korzystania z pomocy prawników. Wiem, że niekażdego stać na pomoc prawną, ale uwierz. Jeżeli pozwolisz się okradać, stracisz o wiele więcej pieniędzy. Jeżeli pozwolisz aby odebrali Ci dziecko, będziesz żałować tego do końca życia. 

Być może te problemy Was nie dotyczą, ale proszę. Miejcie to na uwadze. 

Praworządność przejawia się przede wszystkim w zaufaniu obywateli do Państwa i stanowionego przez nie prawa. 
Odpowiedz więc szczerze. Ufasz organom władzy publicznej?

Nie rozumiem Cię i dlatego się z Ciebie śmieję

Wyśmiewanie się, drwiny, plotkowanie - są to zachowania, które istnieją od zawsze. Naprawdę trudno znaleźć miejsce, gdzie nikt nikogo nie obgaduje, nikt z nikogo się nie wyśmiewa, zawsze jest wszystko cacy i w ogóle - żyć nie umierać.
Aż się przykro robi człowiekowi, kiedy zdaje sobie sprawę, że coś, co ludzie nazywają swoim sposobem bycia, stylem, może zniszczyć psychikę drugiej osobie.

Ale nie będę Wam pisać o konsekwencjach takich zachowań.
 No dobra. Może trochę.

Niemniej, dzisiaj pragnę porozmawiać z Wami o typach ludzi, często będących obiektem drwin.
Oczywiście jest to katalog jak najbardziej otwarty.

Nie ulega wątpliwości, że wygląd odgrywa ogromną rolę w kontaktach międzyludzkich. W momencie, kiedy podajemy dłoń osobie, która widzi nas po raz pierwszy, jesteśmy lustrowani od góry do dołu. Rzecz jasna, ludzie urodziwi są na wygranej pozycji. Ale co z przeciętniakami, i osobami po prostu brzydkimi?
Cóż, to wszystko zależy od tego, kto nas lustruje. Czy wygląd ceni sobie tak bardzo, że w przypadku gdy ma do czynienia z kimś nieurodziwym, skreśli go, uprzednio nie poznawszy?
Takie zachowania potępiamy, jednakże jest mnóstwo ludzi, którzy nie dość, że kogoś takiego skreślają, to jeszcze się z niego wyśmiewają. A bo jest gruby, chudy, ma pryszcze, brzydkie zęby.

Teraz, kiedy wszyscy jesteśmy tacy fit i w ogóle, częstym obiektem drwin są ludzie otyli. Drwiąc z takich osób, tłumaczymy samych siebie, że to przecież ich wina bo mogą się nie obżerać i chodzić na siłownię,
Pomijając choroby. A nawet jeśli. Osoba lubi dobrze zjeść, posiedzieć przed kompem zamiast iść na fitness, to co z tego? Dlaczego osoby puszyste są przez nas postrzegane jako te gorsze?
Ja myślę, że to trochę przez zazdrość. Kiedy my spędzamy kolejne popołudnie w sali treningowej, ta osoba ma w dupie cały ten fit-biznes, siedzi sobie przed kompem i objada się kolejną paczką chipsów. Potępiamy takie zachowanie, prawda? No bo to takie niezdrowe, powoduje raka, a na starość... bla bla bla. Zawsze znajdziemy powód aby zadrwić. Wyśmiać. Potępić.
Zapominamy jednak o bardzo ważnym szczególe. Ta osoba może w pewnym momencie przestać jeść chipsy. Batoniki. Mąkę pszenną.
Zajebiście, będzie trochę zdrowsza, co nie? Może wreszcie schudnie.
Schudła. Tylko trochę za bardzo. W mgnieniu oka z 85 kg zrobiło się 42. Ale chce ważyć 35. I to wszystko po to aby sprostać naszym wymaganiom.





Teraz pójdziemy w drugą stronę. Ostatnio zauważyłam, że ludzie często śmieją się z wegeterian i wegan. Błagam, oświećcie mnie, bo tego zrozumieć nie potrafię! Serio, nie znajduję powodu, dla którego miałabym wyśmiewać kogoś, kto nie je mięsa, jajek, ryb.


Wprost przeciwnie, ja podziwiam takie osoby! Kocham zwierzaki i przykro mi, kiedy myślę, że kurze poderżnięto gardło abym ja mogła zjeść te pieprzone roladki na obiad.
Dlaczego więc wegetarianie i weganie są wyśmiewani? Bo co, sądzimy, że nie jedząc mięsa nie dostarczają organizmowi wszystkich aminokwasów? Serio to jest powód aby tworzyć durne memy i udostępniać je na FB?

Ludzie nie potrafiący się postawić. Kiedyś sama byłam w tej grupie osób.
Taki ktoś zawsze stoi z boku i modli się aby nie zostać zauważonym. Nie lubi być w centrum uwagi, bo boi się, że zostanie wyśmiany. Niestety, czym bardziej pragnie zniknąć ze szkolnego korytarza, tym bardziej staje się widoczny.
Ludzie obrażają taką osobę bo wiedzą, iż ta osoba nie odpyskuje. Nie pójdzie naskarżyć. Będzie stała ze spuszczoną głową i przyjmowała na siebie ciosy. Niektóre słowa, wypowiadane przez nas, czasem z czystej głupoty, potrafią zaboleć drugą osobę bardziej niż się tego spodziewamy.
Po całym dniu w szkole/pracy, my pójdziemy do domu i o kimś, kogo obraziliśmy, zapomnimy. Ten, ktoś zaś będzie się zadręczał. Przecież jutro znów czeka go to samo. Na pierwszej, góra drugiej przerwie, pojawimy się my i kolejny raz będziemy obrażać, drwić, szykanować.
Co więc pozostaje tej osobie? Wagary, ucieczka z domu, a może podcięcie sobie żył?





Wiele z Was może pomyślało, że przesadzam. Ale uwierzcie, w naszym społeczeństwie jest mnóstwo osób, które nie potrafią znieść myśli, iż ktoś ich obgaduje, obraża, uważa za kogoś gorszego. Nie wiem jak Wy, ale ja należę do osób, które mają kompletnie w dupie, kto dzisiaj powiedział, że jestem przemądrzała, a wczoraj skomentował mój wygląd.
Jednakże dawniej było inaczej. Strasznie zależało mi na opinii innych ludzi i niemalże na siłę próbowałam dopasować się do otoczenia. Im bardziej się starałam, tym mniej mi to wychodziło. Zadręczałam się, nie wychodziłam z domu, stroniłam od ludzi. Otrzymałam profesjonalną pomoc jednak są osoby, które takiej szansy jak ja, mogą nigdy nie dostać.
Nie pozwólmy więc obrażać i szykanować słabszych. Dla nich nasze wsparcie będzie wartością nieoszacowaną.