Gra aktorska w życiu codziennym

Każdy z nas jest inny. Uważam, że nikt z nas nie ma sobowtóra – i nie chodzi tutaj o wygląd, a o cechy charakteru. Nie znajdziemy dwóch osób o dokładnie takich samych zaletach jak i wadach. Tyle ilu jest ludzi na świecie, taką liczbę mamy rodzajów osobowości.


Z wyglądem – wiadome – jest inaczej. Są osoby do siebie podobne, a nawet i identyczne. Wizerunek zewnętrzny to coś, z czym się rodzimy. Dużo cech dziedziczymy, np. kolor oczu, włosów czy skóry. Rzecz jasna, na przestrzeni lat, nasz wygląd się zmienia. Możemy w różnoraki sposób dbać o naszą prezencję albo wprost przeciwnie – mieć całkowicie gdzieś to jak wyglądamy i w wieku 25 lat być szczerbatym, pryszczatym, i co tam jeszcze chcecie. 


Na charakter zaś wpływ ma ogromna ilość czynników tj. stosunek rodziców do nas, sposób wychowania, środowisko rówieśnicze, itd.

ALE czy wiecie, że czasami jest tak, iż podporządkowujemy się do ról, jakie wyznacza nam społeczeństwo?

Jeżeli jesteśmy postrzegani jako pewne siebie osoby staramy się nie dawać po sobie poznać tego, że tak naprawdę mamy niskie poczucie własnej wartości. Ktoś mógłby zapytać, ale jak osoba mająca niskie poczucie własnej wartości może być odbierana jako ktoś zupełnie inny? Mogłoby wydawać się, że z reguły tacy ludzie nie wyrażają własnego zdania w szerszym gronie, wprost przeciwnie - kiedy tylko jest to możliwe stronią od towarzystwa, podpierają ściany na szkolnych korytarzach i zawsze, ale to zawsze są tymi ostatnimi.
Cóż, nie do końca tak bywa. Ludzie potrafią stwarzać pozory, dzięki czemu postrzegani są jako zupełnie inne osoby. Na początku jest trudno. Ale potem, gdy społeczeństwo odbiera nas takimi, jakimi chcemy być odbierani, my również zaczynamy w to wierzyć. Rola, którą odgrywamy powoli przestaje być jedynie grą aktorską.
Może dawniej mieliśmy niskie poczucie własnej wartości, ale nie teraz! Zmieniliśmy się! 



Na ile to prawdziwe, a na ile fałszywe?

Uważam, że nie można z dnia na dzień stać się innym człowiekiem. Wszelakie zmiany zachodzą z upływem miesięcy, a nawet lat – więc jeżeli chcesz przebudować swoją osobowość musisz uzbroić się w cierpliwość. Jest to ogromnie trudne i tak naprawdę nigdy do końca niewiadomo czy się uda.
Pomimo tego, że wyszłam z dołka, nabrałam pewności siebie i teraz robię rzeczy o których dawniej jedynie marzyłam – nadal gdzieś w moim sercu tkwi taka malutka cząstka starej mnie.
Może i przez większość osób jestem postrzegana jako ta pewna siebie prymuska, której wszystko się udaje, ale tak naprawdę ci ludzie nie mają pojęcia ile mnie to kosztuje.

Ile kosztuje przebudowa swojego wnętrza. Jak z cichej myszki można stać się osobą gadatliwą? Nie da się! Tak naprawdę wciąż się boję. Tkwi we mnie coś, co szepcze mi do ucha: nigdy nie znajdziesz pracy, do niczego się nie nadajesz, nie jesteś nikomu potrzebna. 

 

Czy to oznacza, że jestem fałszywa?
Być może, ale wiecie co? Nie umiem inaczej. Nie potrafię odsłonić swoich słabości. Jestem na to może zbyt dumna? Poza tym, ludzie nie chcą słuchać o czyjś problemach, rozterkach... Więc po co o nich mówić?

Dlatego właśnie kocham pisać. Wtedy nie odgrywam roli, jaką narzuciło mi społeczeństwo. Jestem po prostą sobą.

Dlaczego małoletni staje się nieletnim? Zanim ocenisz, poznaj przyczynę!

Aby z powodzeniem móc porozmawiać o problemtyce przestępczości nieletnich najpierw zaczniemy od wyjaśnienia terminów.

Błąd, który popełniany nagminnie przez dziennikarzy, kierowników sklepów, a nawet pisarzy.
Postrzeganie dwóch tak różnych pojęć jako synonimy.

Małoletni – Nieletni


Kim jest małoletni chyba każdy wie. Tak dla przypomnienia, to osoba poniżej 18 roku, która nie zawarła związku małżeńskiego. Natomiast nieletnim jest ktoś, poniżej 17 roku życia, kto (uwaga!) dopuścił się czynu zabronionego.

Nie wiem dlaczego, ale utożsamianie tych dwóch pojęć strasznie mnie irytuje i gdy widzę przy kasie tabliczkę infomującą mnie, że nieletnim alkoholu nie sprzedają, to mi się COŚ robi. Nie cierpię, gdy ktoś używa pojęć, których znaczenia nie zna.

Ale przejdźmy do tematu.

Dzisiaj chciałam z Wami porozmawiać o tym dlaczego tak często osoby małoletnie dopuszczają się czynów zabronionych. Otóż, podczas studiów licencjackich, przeprowadzałam wywiady z nieletnimi oraz dużo na ten temat czytałam i chciałabym podzielić się z Wami moją wiedzą.

Pewnie myślicie sobie. Po co nam to?

Cóż, zjawisko przestępczości dotyka nas wszystkich. Wiele razy krytykujemy osoby, godzące w cudze dobra, tak naprawdę nie zastanawiając się nad powodami, dla których zachowują się tak, a nie inaczej. Dla większości ludzi w społeczeństwie, z małoletniego, który na pewnym etapie dorastania, zbacza z właściwej drogi, nic dobrego już nie wyrośnie!
Potrafię zrozumieć, tak surową ocenę ze strony osób postronnych, ale żeby nauczyciele, dyrektorzy szkół, psycholodzy? Oni mają za zadanie pomóc takim osobom, a tymczasem nieletni postrzegani są jako kryminaliści. Jeżeli ktoś narozrabia, a do końca nie wiadomo kto to zrobił, na kogo zwala się winę?

A no na tego co ostatnio tą sprawę w sądzie miał. Skoro raz coś takiego zrobił, to również w tej sprawie maczał paluszki.

Uwierzcie, że demoralizacja to pojęcie bardzo szerokie i nie obejmuje jedynie złodziei, morderców i gwałcicieli, ale nawet i osoby, które uchylają się od obowiązku szkolnego, te wychowujące się w rodzinach patologicznych, itd.

Jakie czynniki najbardziej wpływają na demoralizację?

#1. Media, telewizja, internet.

Aktualnie bardzo trudno trafić na bajkę całkowicie pozbawioną przemocy. Zawsze jest jakiś pozytywny i negatywny bohater, walka między nimi i zwycięstwo dobra nad złem. Zauważcie, że w bajce postacie rzucają się z okien, wjeżdżają jeden na drugiego czołgiem, przebijają siebie nawzajem mieczami i... nawet ociupinę krwi im nie poleci!
Dzieci oglądają coś takiego i: jest grupa, która wie, iż to jedynie bajka, a w życiu jest całkowicie inaczej. Jednak ostrzegam! Są przypadki, kiedy jest zupełnie odwrotnie! Dzieci myślą, że to jest tak jak w bajce i mogą skoczyć z okna, skrzywdzić kolegę, a żadnych konsekwencji i tak nie będzie.


Dorośli często się tak zachowują, a co dopiero dzieciaki! Czytałam ostatnio, że w reklamie REDBULLA nie twierdzą już, iż po wypiciu dostanie się skrzydeł, bo... co niektórzy wzięli to za bardzo do siebie i próbowali przekonać się na własnej skórze czy to prawda!
Pamiętam, że jako dziecko oglądałam tę reklamę i zastanawiałam się nad wiarygodnością tych słów. Byłam święcie przekonana, że telewizja nigdy nie kłamie. Ale żeby zaraz skrzydeł dostać? Na szczęście REDBULL jest na tyle drogi, że mama nigdy mi go nie kupiła. :D

#2. Środowisko rówieśnicze.

Powiadają, że z kim się zadajesz, takim się stajesz. Moim zdaniem to wszystko zależy od charakteru człowieka. Czy potrafi być asertywny i powiedzieć NIE? Ma na tyle odwagi aby w gronie znajomych wyrazić odmienne zdanie na dany temat?
Większość małoletnich jednak brać przykład z dorosłych, wzoruje się na rówieśnikach. Rzecz jasna, nie zawsze jest to złe. Jeżeli dziecko obraca się w towarzystwie spokojnych, zrównoważonych nastolatków to jest to jak najbardziej porządne. Bo kto jak nie nasi rówieśnicy potrafili zmotywować nas do nauki, zdrowego odżywiania czy ćwiczeń na lekcji WF-u?

 
Gorzej jednak jak małoletni trafi do środowiska łobuzów, którzy zamiast zabaw na boisku wolą trudnić się kradzieżami, zastraszaniem słabszych czy też dręczeniem zwierząt. Takie osoby tworzą grupy, którym często przewodniczy ktoś dorosły. Wciągają do siebie dzieci zagubione, samotne – aby potem wykorzystać do brudnej roboty.
Środowisko rówieśnicze ma ogromny wpływ, dlatego czasem nawet małoletni pochodzący z porządnych rodzin, zbaczają z właściwej drogi. Fakt, iż trzynasolatek odpowiada przed sądem rodzinnym za kradzież, czy bójkę nie oznacza, że wszystkiemu winni są rodzice.

#3. Środowisko, w którym małoletni się wychowuje.

Ten czynnik ma największy wpływ na to jaką dziecko obierze sobie drogę. Podczas przeprowadzania wywiadów dowiedziałam się, iż nieletni kradł, brał narkotyki, nie uczęszczał na zajęcia bo: matka go dyskryminowała, wciąż porównywała do brata – nie dawała mu pieniędzy (w ogóle, nawet głupich 50 gr!), twierdząc, iż na to nie zasługuje bo się źle uczy. Efekt? Liczne kradzieże, branie narkotyków, itd. Rzecz jasna to nie tylko wina tego, że nie dostawał kieszonkowego. Tu problem był głębszy - wynikał z braku miłości i zrozumienia ze strony matki.
Idąc dalej, za dobrym rodzicem też nie można być. Dlaczego? Cóż, dzieci wejdą ci na głowę. Matka samotnie wychowująca dwójkę dzieci pragnęła zastąpić ojca, pozwalała na wiele rzeczy, kupowała drogie zabawki, a potem pożyczała pieniądze na chleb. Efekt? Dzieci wymuszały na niej dosłownie wszystko. Z czasem zaprzestały obowiązku szkolnego. No bo po co mają chodzić do szkoły, skoro wystarczy namówić matkę i po sprawie?
No i na samym końcu, wychowanie w rodzinie patologicznej. Tutaj chyba nie muszę nikogo przekonywać, że dzieci pochodzące z takich domów, od dzieciństwa znają tylko alkohol, przemoc, wyzwiska. Czerpią takie wzorce z rodziców, więc czego mamy od nich oczekiwać?


Wiele zaczynają rozumieć dopiero jak pójdą do przedszkola, szkoły. Orientują się, że życie wcale nie wygląda, tak jak u nich w domu. Niestety, w niektórych wypadkach, jest na to o wiele za późno.

Jak widzicie, złodzieje, łobuzy, a nawet przestępcy, nie zawsze są bezwględnymi ludźmi, pozbawionymi sumienia. Ja wymieniłam tylko trzy, ale liczba czynników, wpływających na stopień przestępczości wśród nieletnich jest ogromna. Zanim ocenimy drugiego człowieka, zastanówmy się – co sprawiło, że posunął się do tak okropnego czynu?

Myślę, że to pierwszy krok do efektywnego przeciwdziałania przestępczości i to nie tylko wśród nieletnich.

Zwierzę nie ma duszy

Odkąd pamiętam, w moim domu, zawsze było jakieś zwierzę. Mieliśmy psa, koty, chomiki, króliczka, i wiecie co? Nie wyobrażałam sobie traktować ich inaczej niż jako członków mojej rodziny.

W wakacje jednak jeździłam w miejsce, gdzie zwierzęta były traktowane jak przedmioty.
Do dziś pamiętam suczkę na łańcuchu, której było mi tak szkoda... Mówiono mi bym nie głaskała psów bo one roznoszą zarazki. Są przecież takie brudne! Ja jednak byłam nieugięta. Kochałam zwierzęta i nie miałam zamiaru tego ukrywać.

Zwierzę nie ma duszy

Są to słowa, które słyszę po dziś dzień. Wypowiedziane przez osoby, dla których pies jest jedynie ozdobą podwórka, sygnałem dającym znać, że ktoś właśnie przyjechał.
I chociaż chciano za wszelką cenę przekonać mnie, iż zwierzęta nie mają mózgu, nie potrafią kochać, wywołało to odwrotny skutek. Ja wciąż pamiętam wiele rzeczy, o których nie chcę tu pisać, bo te osoby mogą to czytać. Ale cierpienie tych zwierząt, było wtedy moim cierpieniem i sprawiło, że jestem bardzo uczulona na krzywdę, jaką wyrządzają ludzie swoim pupilom.

#1. ŁAŃCUCH
Uważasz, iż to, że kupiłeś, dostałeś czy przygarnąłeś psa, uprawnia Cię do zniewolenia go? Tak trudno Ci zrozumieć, że jesteś dla tego psiaka całym światem? 


Kiedyś zostałam shejtowana na fejsie za to, że śmiałam porównać zwierzę do dziecka. Napisałam babie, która stwierdziła, iż trzymanie psa w klatce jest okej (no bo przecież zagraża bezpieczeństwu synka) żeby uwiązała do budy swoje dziecko. Może i przesadziłam, ale kurczę... PIES RÓWNIEŻ MA UCZUCIA! Co z tego, że jest zwierzęciem? Skoro nie masz dla niego miejsca, planujesz dziecko a nie wyobrażasz sobie trzymać psa obok noworodka, TO SIĘ NIE DECYDUJ NA ADOPCJĘ! Proste?!

#2. ODDAWANIE ZWIERZĄT
Znam wielu ludzi, którzy najpierw biorą psa czy kota, a potem twierdzą, że nie... jednak muszą oddać bo nasrał albo się zerzygał i nie będą trzymali...
Pamiętaj, zwierzę nie jest przedmiotem, który możesz odłożyć na półkę kiedy Ci się znudzi. Może w to nie wierzysz, ale zapewniam Cię, iż kot, pies czy chomik, którego przygarniesz, pokocha Cię. I nieważne jaki dla niego będziesz. Twój dom stanie się dla niego miejscem, w którym będzie czuł się bezpieczny. Ciebie zaś będzie wyczekiwał z utęsknieniem za każdym razem gdy wyjdziesz do szkoły, pracy. 


Zastanów się więc czy chcesz skazywać zwierzę na tęsknotę, która może go zniszczyć. Pamiętaj, że może nie znaleźć domu, w którym będzie kochany. Wprost przeciwnie. Ludzie są różni. Traktują zwierzęta gorzej jak przedmioty. Biją. Przypalają papierosami.
Chcesz zaryzykować?

#3. ZWIERZĘ KONTRA MAŁE DZIECKO
Ja rozumiem, że kochasz swoje dziecko i chcesz ze wszelką cenę je chronić. Ale jeżeli Twój synek lub córeczka ma kaprys aby pociągnąć za futro psa, podnieść za ogon kota, kopnąć królika, nie możesz mieć za złe zwierzęciu, że warknie lub ugryzie Twoje dziecko. Ono się tylko broni.
Większość rodziców kompletnie nic nie robi sobie z tego, co ich dzieci wyczyniają ze zwierzętami. Kiedy zwracam uwagę takiej matce lub ojcu, tłumaczą, iż przesadzam. To jest tylko małe dziecko! Jak więc ma rozumieć...
Ale kiedy to pies straci cierpliwość i chapnie, nawet tak bez zębów – OOO! TO JEST WTEDY WIELKA ROZPACZ! Bo ten kundel ugryzł moje dziecko! Najlepiej na łańcuch z nim albo wydać, co?
Nienawidzę czegoś takiego. To, że twoje dziecko jest małe, nie tłumaczy takiego zachowania. Jeżeli decydujesz się na psa lub kota, dbaj o zwierzę. 


#4. PRZEMOC WOBEC ZWIERZĄT
Tutaj chyba nikogo nie muszę przekonywać, że ludzie stosujący przemoc wobec zwierzaków są po prostu... śmiećmi. Jak można znęcać się nad słabszym stworzeniem? Zastraszać? Bić? I to za byle gówno. Najczęściej powody, za które psy lub koty są bite, wynikają ze złego wychowania. A kto jak nie Ty tym się zajmuje? To właściciel jest odpowiedzialny za to, że zwierzak nie słucha, ucieka, jest agresywny.
Wielokrotnie widziałam jak ludzie biją psy za to, iż odejdą zbyt daleko, za mocno pociągną za smycz, szczekają. I choć dawniej byłam tchórzem i jedynie się temu przyglądałam, teraz zwracam uwagę takiej niedorajdzie.

Wiem, że Wy, moi czytelnicy, kochacie swoje zwierzęta. Nie jesteście przestępcami i nie znęcacie się nad własnymi pupilami. Ale mam do Was prośbę. Jeżeli widzicie, że zwierzęciu dzieje się krzywda, NIE PRZECHODŹCIE OBOJĘTNIE! Reagujcie! Nie mówię aby od razu rzucać się z siekierą na takiego śmiecia, ale... zwróćcie mu uwagę. Zapytajcie, czy fajnie tak znęcać się nad słabszym stworzeniem. Czy go to satysfakcjonuje? A może chce porozmawiać o tym z Policją?

Pamiętajcie moi drodzy, nie ma czegoś takiego jak głupi pies. Jest tylko głupi właściciel. 

 

Kara dożywotniego pozbawienia wolności - czy jest sens jej stosowania?

Zapewne wielu z Was nie zgodzi się z moim zdaniem na temat sensu stosowania dożywotniego pozbawienia wolności.


W końcu niektóre osoby z naszego społeczeństwa chciałyby aby ustawodawca wprowadził karę śmierci, sądząc, iż tylko poprzez śmierć, sprawca odkupi swoje winy.
Na całe szczęście, z racji tego, że Polska należy do Unii Europejskiej, poszerzenie katalogu kar kryminalnych o zawiśnięcie na stryczku, jest niemożliwe.


Ale przejdźmy do rzeczy.

Jestem za całkowitą eliminacją kary dożywotniego pozbawienia wolności z polskiego systemu prawnego.

I tu następuje atak ze strony społeczeństwa. A co z gwałcicielami?! Mordercami?! Mają być bezkarni?! A co gdyby to twoje dziecko zostało... Bla, bla, bla.

Okej, wszystko w porządku. Sprawca dopuścił się czynu zabronionego, a więc jasne, że odpowie przed wymiarem sprawiedliwości. Tym bardziej jeśli chodzi o przestępców groźnych albo recydywistów. Tacy powinni być surowo karani. 20-30 lat pozbawienia wolności owszem, ale nie całkowite wyeliminowanie ze społeczeństwa!

Dlaczego?
Otóż, nie takie są CELE stosowania kar kryminalnych.

Zgodnie z kodeksem karnym wykonawczym, wykonywanie kary pozbawienia wolności ma na celu wzbudzenie w skazanym woli współdziałania, chęci zmiany swojej postawy tak aby móc normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Odsiadka ma wzbudzić w sprawcy poczucie winy, sprawić aby wziął odpowiedzialność za swój czyn, poczuł potrzebę przestrzegania prawa.


A tym czasem co się dzieje?

Przestępcy trafiają do zakładów karnych, które nie dość, że są przepełnione, to i utrzymywane z naszych kieszeni. A powiedzcie mi, jaka jest różnica między karą 25, a dożywotniego pozbawienia wolności? Za kratami traci się poczucie czasu. Najtrudniej jest przez pierwszy 5-10 lat, a później? Cóż, człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego. Jaki jest więc sens trzymania kogoś przez 40-60 lat pośród osób, które w resocjalizacji raczej nie pomagają?

Kiedy o tym myślę, powiedzmy, że potrafię zrozumieć sądy, skazujące na dożywotnie pozbawienie wolności osoby, które dopuściły się zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, recydywistów, lub takich, dla których mordowanie i gwałty to jak dla nas posmarowanie bułki masłem.

Ale nie wiem czy słyszeliście o sprawie dwojga zakochanych w sobie ludzi, którzy dopuścili się czegoś strasznego. Zabili rodziców chłopaka.
Zostali skazani na 25 lat pozbawienia wolności. W odpowiedzi nasz prokurator generalny złożył kasację do Sądu Najwyższego o zasądzenie kary dożywotniego pozbawienia wolności. Dla osób, które nawet nie przekroczyły dwudziestego roku życia. Dla mnie to jest karygodne, że osoba z tak wysokim wykształceniem, domaga się aby dwójka osób, mających szansę na rozpoczęcie normalnego życia, została całkowicie wyeliminowana ze społeczeństwa.



I jak więzienia mają nie być przepełnione?

Kolejna sprawa to koszta. Nie ma co się oszukiwać. Polska do najbogatszych krajów się nie zalicza. Na utrzymanie dwóch osób, którzy mogą jeszcze wyjść na prostą, nie są aż tak groźnymi przestępcami, nas po prostu nie stać.

Nie zrozumcie mnie źle. Ja nie chcę aby przestępcy chodzili sobie po wolności. Jednak zamknięcie katalogu kar kryminalnych na 25 lat pozbawienia wolności byłoby dobrym rozwiązaniem. Bo widzicie, na seminarium dyplomowym nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy. W tym wszystkim nie chodzi o wysokość kary, a o jej nieuchronność.


Polska państwem prawa

Pamiętam, że na pierwszym roku, aby podwyższyć sobie ocenę z prawoznawstwa, musiałam wypowiedzieć się na temat tego czy Polska jest krajem praworządnym. 


Z racji tego, iż zadanie w formie pisemnej miało być udostępnione na forum, miałam możliwość zapoznania się z odpowiedziami innych osób.
Wszyscy zgodnie stwierdzili, że tak. Polska jest państwem prawa, ponieważ tak jest napisane w Konstytucji.
Marny argument, prawda?
Rzecz jasna bardziej rozwinęli swoje wypowiedzi, ale szczerze mówiąc, ani trochę mnie nie przekonali. Bo co mi z tego, że art. 2 ustawy zasadniczej mówi, iż Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej?
Co nam daje treść art. 7, w którym ustawodawca prawi, iż organy władzy publicznej są zobowiązane działać na podstawie i w granicach prawa?
To jest tylko i wyłącznie teoria, a więc tak. Polska jest państwem praworządnym, ale tylko i wyłącznie na papierku.

Prawda jest taka, że większość pseudo-policjantów Konstytucji nawet w ręku nie miała. Zamiast strzec bezpieczeństwa, przykładowo mojego miasta, co robią? Stoją pod mostem i czekają na kogoś, kto bezprawnie przez tory przejdzie. No bo przecież niewolno. Mandacik będzie.
A co zrobili, kiedy mojemu bratu skradziono telefon? Cóż, prokurator umorzył postępowanie mimo, że mój brat podał dane złodzieja. Miał dowody w postaci sms-ów, rozmów na facebooku, itd. No, ale oni mają dosyć roboty! Po co łapać przestępców skoro mogą czyhać na pijoczków pod blokami?
A jak się nie daj Boże postawisz to wywiozą Cię "na dołek" i łagodnie mówiąc, postawią do pionu. 


Nie jestem jedną z tych osób, która idąc przez ulicę krzyczy, jak bardzo nienawidzi Policji. Jednakże... Widzę co się dzieje i aż mnie krew zalewa. Na uczelni mówią mi jedno, a na świecie dzieje się całkowicie co innego.
Komornicy, kuratorzy robią co im się podoba. Wykorzystują swoją "władzę", zastraszają ludzi, niejednokrotnie okradają. Człowiek zaś przekonany, że urzędnik zawsze będzie górą, godzi się na takie traktowanie.
Pamiętaj: nie daj sobą pomiatać, nie daj się okradać ani zastraszać. Jeżeli jakiś urzędas, komornik, kurator – czy jakokolwiek inny przedstawiciel władzy publicznej, działa niezgodnie z prawem na Twoją niekorzyść, działaj! Rzecz jasna nawet studentowi prawa trudno byłoby wytoczyć sprawę zwłaszcza z zakresu prawa cywilnego. Jedno przeoczenie, niedoniesienie papierka, niezłożenie podpisu może spowodować wycofanie/odrzucenie pozwu. 


Dlatego też zachęcam gorąco do korzystania z pomocy prawników. Wiem, że niekażdego stać na pomoc prawną, ale uwierz. Jeżeli pozwolisz się okradać, stracisz o wiele więcej pieniędzy. Jeżeli pozwolisz aby odebrali Ci dziecko, będziesz żałować tego do końca życia. 

Być może te problemy Was nie dotyczą, ale proszę. Miejcie to na uwadze. 

Praworządność przejawia się przede wszystkim w zaufaniu obywateli do Państwa i stanowionego przez nie prawa. 
Odpowiedz więc szczerze. Ufasz organom władzy publicznej?

Nie rozumiem Cię i dlatego się z Ciebie śmieję

Wyśmiewanie się, drwiny, plotkowanie - są to zachowania, które istnieją od zawsze. Naprawdę trudno znaleźć miejsce, gdzie nikt nikogo nie obgaduje, nikt z nikogo się nie wyśmiewa, zawsze jest wszystko cacy i w ogóle - żyć nie umierać.
Aż się przykro robi człowiekowi, kiedy zdaje sobie sprawę, że coś, co ludzie nazywają swoim sposobem bycia, stylem, może zniszczyć psychikę drugiej osobie.

Ale nie będę Wam pisać o konsekwencjach takich zachowań.
 No dobra. Może trochę.

Niemniej, dzisiaj pragnę porozmawiać z Wami o typach ludzi, często będących obiektem drwin.
Oczywiście jest to katalog jak najbardziej otwarty.

Nie ulega wątpliwości, że wygląd odgrywa ogromną rolę w kontaktach międzyludzkich. W momencie, kiedy podajemy dłoń osobie, która widzi nas po raz pierwszy, jesteśmy lustrowani od góry do dołu. Rzecz jasna, ludzie urodziwi są na wygranej pozycji. Ale co z przeciętniakami, i osobami po prostu brzydkimi?
Cóż, to wszystko zależy od tego, kto nas lustruje. Czy wygląd ceni sobie tak bardzo, że w przypadku gdy ma do czynienia z kimś nieurodziwym, skreśli go, uprzednio nie poznawszy?
Takie zachowania potępiamy, jednakże jest mnóstwo ludzi, którzy nie dość, że kogoś takiego skreślają, to jeszcze się z niego wyśmiewają. A bo jest gruby, chudy, ma pryszcze, brzydkie zęby.

Teraz, kiedy wszyscy jesteśmy tacy fit i w ogóle, częstym obiektem drwin są ludzie otyli. Drwiąc z takich osób, tłumaczymy samych siebie, że to przecież ich wina bo mogą się nie obżerać i chodzić na siłownię,
Pomijając choroby. A nawet jeśli. Osoba lubi dobrze zjeść, posiedzieć przed kompem zamiast iść na fitness, to co z tego? Dlaczego osoby puszyste są przez nas postrzegane jako te gorsze?
Ja myślę, że to trochę przez zazdrość. Kiedy my spędzamy kolejne popołudnie w sali treningowej, ta osoba ma w dupie cały ten fit-biznes, siedzi sobie przed kompem i objada się kolejną paczką chipsów. Potępiamy takie zachowanie, prawda? No bo to takie niezdrowe, powoduje raka, a na starość... bla bla bla. Zawsze znajdziemy powód aby zadrwić. Wyśmiać. Potępić.
Zapominamy jednak o bardzo ważnym szczególe. Ta osoba może w pewnym momencie przestać jeść chipsy. Batoniki. Mąkę pszenną.
Zajebiście, będzie trochę zdrowsza, co nie? Może wreszcie schudnie.
Schudła. Tylko trochę za bardzo. W mgnieniu oka z 85 kg zrobiło się 42. Ale chce ważyć 35. I to wszystko po to aby sprostać naszym wymaganiom.





Teraz pójdziemy w drugą stronę. Ostatnio zauważyłam, że ludzie często śmieją się z wegeterian i wegan. Błagam, oświećcie mnie, bo tego zrozumieć nie potrafię! Serio, nie znajduję powodu, dla którego miałabym wyśmiewać kogoś, kto nie je mięsa, jajek, ryb.


Wprost przeciwnie, ja podziwiam takie osoby! Kocham zwierzaki i przykro mi, kiedy myślę, że kurze poderżnięto gardło abym ja mogła zjeść te pieprzone roladki na obiad.
Dlaczego więc wegetarianie i weganie są wyśmiewani? Bo co, sądzimy, że nie jedząc mięsa nie dostarczają organizmowi wszystkich aminokwasów? Serio to jest powód aby tworzyć durne memy i udostępniać je na FB?

Ludzie nie potrafiący się postawić. Kiedyś sama byłam w tej grupie osób.
Taki ktoś zawsze stoi z boku i modli się aby nie zostać zauważonym. Nie lubi być w centrum uwagi, bo boi się, że zostanie wyśmiany. Niestety, czym bardziej pragnie zniknąć ze szkolnego korytarza, tym bardziej staje się widoczny.
Ludzie obrażają taką osobę bo wiedzą, iż ta osoba nie odpyskuje. Nie pójdzie naskarżyć. Będzie stała ze spuszczoną głową i przyjmowała na siebie ciosy. Niektóre słowa, wypowiadane przez nas, czasem z czystej głupoty, potrafią zaboleć drugą osobę bardziej niż się tego spodziewamy.
Po całym dniu w szkole/pracy, my pójdziemy do domu i o kimś, kogo obraziliśmy, zapomnimy. Ten, ktoś zaś będzie się zadręczał. Przecież jutro znów czeka go to samo. Na pierwszej, góra drugiej przerwie, pojawimy się my i kolejny raz będziemy obrażać, drwić, szykanować.
Co więc pozostaje tej osobie? Wagary, ucieczka z domu, a może podcięcie sobie żył?





Wiele z Was może pomyślało, że przesadzam. Ale uwierzcie, w naszym społeczeństwie jest mnóstwo osób, które nie potrafią znieść myśli, iż ktoś ich obgaduje, obraża, uważa za kogoś gorszego. Nie wiem jak Wy, ale ja należę do osób, które mają kompletnie w dupie, kto dzisiaj powiedział, że jestem przemądrzała, a wczoraj skomentował mój wygląd.
Jednakże dawniej było inaczej. Strasznie zależało mi na opinii innych ludzi i niemalże na siłę próbowałam dopasować się do otoczenia. Im bardziej się starałam, tym mniej mi to wychodziło. Zadręczałam się, nie wychodziłam z domu, stroniłam od ludzi. Otrzymałam profesjonalną pomoc jednak są osoby, które takiej szansy jak ja, mogą nigdy nie dostać.
Nie pozwólmy więc obrażać i szykanować słabszych. Dla nich nasze wsparcie będzie wartością nieoszacowaną.


W zimę za zimno, w lato za gorąco

Kiedy jechałam autobusem do domu usłyszałam urywek rozmowy dwóch, starszych panów.
Zgodnie twierdzili, iż pogoda jest do dupy bo wiatr wieje i w ogóle jest tak nieprzyjemnie. Za w czasu zaznaczyli, że latem też będą narzekać, bo duchoty nie są dla nich. Najlepiej gdyby było tak... umiarkowanie.

Pogoda jest jednym z licznych tematów, których podejmowanie budzi u nas negatywne emocje. Ciągle na coś narzekamy zamiast cieszyć się życiem i doceniać, to co mamy.

Dlaczego tacy jesteśmy? Kiedy coś osiągniemy, nie poprzestajemy na laurach, tylko wyznaczamy sobie nowy cel. Często nawet zapominamy, o potrzebnej nam wszystkim, chwili zadumy, w której stwierdzilibyśmy, że... "O, wyszło mi to!" 



Z racji tego, iż nie jestem idealna i raczej zaliczam się do grupy gburów, opisanych powyżej, nie będę was strofować. Spróbuję natomiast znaleźć przyczynę, dla której mamy takie podejście do życia.

Po co wyznaczamy sobie nowe cele skoro nie tak dawno temu żyliśmy z przekonaniem, że gdy osiągniemy to, co w tej chwili mamy, zaczniemy cieszyć się życiem?

Okej. Nawet gdybyśmy początkowo naprawdę odpuścili, rzucili wszystko, wyjechali na Bahamy, czy gdzie tam ktoś sobie marzy, i tylko jedli, pili, imprezowali. JEDLI, PILI, IMPREZOWALI. Najbardziej jednak uszczęśliwiałby nas fakt, że WRESZCIE NIE MIELIBYŚMY ŻADNYCH ZOBOWIĄZAŃ!
To co? W następnym tygodniu znów to samo? Niee... Trochę nudno tak ciągle żreć, chlać i chodzić na balangi, prawda? No to może... zróbmy to co kochamy najbardziej! Albo nie. Może lepiej spełnimy któreś z naszych marzeń? Skok ze spadochronu? Albo wycieczka do Disneylandu?

Czy takie życie nie byłoby piękne?

Byłoby. Do czasu. Aż zapragnęlibyśmy czegoś, czego osiągnięcie przekroczyłoby nasze możliwości.

Uważam, że nie ma na świecie człowieka, tak szczęśliwego, że tkwi w miejscu, nie podejmując żadnych wysiłków, zmierzających ku rozwojowi. W końcu gdybyśmy byli w pełni zrealizowani, to po co mielibyśmy cokolwiek robić? Osiągnąłem to co chciałem, mam rodzinę, dobrą pracę.
Ludzie, którzy są na takim etapie życia i zaprzestali starań, nie zrobili tego dlatego, że są tak mega szczęśliwi, iż nie potrzebują niczego więcej. Im się po prostu nie chce. Wolą siedzieć na kanapie z pilotem w ręku, wyjść na spacer z rodziną - i to naprawdę nie jest nic złego.

Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż mają marzenia. Każdy z nas pragnie czegoś więcej.
Czy to źle? A co jeśli Ci powiem, iż to nadaje sens Twojemu życiu? Samo wyznaczanie sobie celów oraz ich realizacja nie uczyni z Ciebie od razu niewdzięcznego gbura.

Musimy jednak pamiętać aby w tej gonitwie potrafić się zatrzymać. Choćby na chwilę. Uświadomić sobie, że marzenie X zostało spełnione. Uśmiechnąć się do swojego odbicia w lustrze... 

 

... i wtedy dopiero pobiec dalej.

"Pieniądze szczęścia nie..." STOP!


To nie będzie kolejny post o destrukcyjnej sile pieniądza. Nie będę Was pouczać, że podążanie za dostatnim życiem nie ma sensu, bo cyferki na koncie i tak nie dadzą Wam przyjaciół.

Na pytanie czy faktycznie pieniądze szczęścia nie dają, odpowiem, podchodząc do tej problematyki z dwóch punktów widzenia.

Pierwszy przypadek

Facetowi pod względem finansowym się w życiu powiodło. Miał szczęście, bo znał parę osób, które pomogły mu w rozkręceniu firmy. Był żonaty i dzieciaty, ale o rodzinę nigdy jakoś specjalnie nie dbał. Chyba, że chodziło o ukaranie niesfornych dzieciaków. W tym był mistrzem. Żona nigdy nie stanęła w obronie pociech. Wprost przeciwnie, z czasem, gdy pieniążków na koncie przybywało, zaczęła naśladować męża. Zrozumiałe więc, że gdy tylko dzieci dorosły, wyfrunęły z gniazdka. Z resztą rodziny też tak specjalnie dobrze nie żyli. Ale to dlatego, że każdy im tego hajsu zazdrościł, no i chcieli pożyczek a to na leki, a to na samochód.
Pracowników firmy traktowali jak śmieci. No bo przecież to debile, którzy nawet podstawówki nie skończyli więc jak oni śmią się porównywać z Wielkim Panem i Władcą?
Tymczasem cyferki na koncie rosły.
...A może by pomóc rodzinie? Nie! Lepiej dać jakiejś fundacji, ale tak by cała wieś o tym usłyszała.
Facet tak się dorobił, że miał dosłownie wszystko. Niemniej jednak przez cały ten okres czegoś mu brakowało... Rozmowy z drugim człowiekiem, wyrozumiałości, poczucia bezpieczeństwa... Chociaż żona nadal z nim mieszkała, wiedział, że nie odeszła, bo się go po prostu bała.
I choć otaczało go na co dzień mnóstwo ludzi, jego jedyną towarzyszką była samotność.



Drugi przypadek

Kiedy stała przed ołtarzem, w najpiękniejszej sukni ślubnej, na jaką mogła sobie pozwolić, nie sądziła, że bierze sobie za męża człowieka, którego nie zna. Choć nigdy nie podniósł na nią ręki, znęcał się nad nią psychicznie. Gdy odstawiała tabletki antykoncepcyjne, miała nadzieję, iż przyjście dziecka na świat uratuje jej małżeństwo. Kiedy jednak mąż dowiedział się o ciąży, wpadł w furię. Wykrzyczał, że na cudzego bachora nie wyłoży ani grosza. Cóż więc miała zrobić?
Co prawda, udało jej się ukończyć liceum, doświadczenia zawodowego jednak nie miała żadnego. Pracę znalazła w pobliskim sklepiku, jednak gdy tylko się wydało, że jest w ciąży, została zwolniona. Pracowała tam zaledwie kilka miesięcy, zarabiała najniższą krajową, nie udało jej się odłożyć zbyt dużo. Za dwa miesiące zabraknie jej pieniędzy na czynsz, a co tu mówić o jedzeniu... Jaką przyszłość zapewni swojemu dziecku? Do rodziców wracać nie chciała. Sami ledwo wiązali koniec z końcem, a co tu dopiero mówić o utrzymywaniu dwojga dodatkowych osób...
Zasiłek? Dostanie góra 700 zł.
Cóż, będzie musiała zrezygnować z mieszkania. Może wynajmie pojedynczy pokój... Ale kto przyjmie ją z dzieckiem...?
Schronisko dla samotnych matek. To jedyne wyjście z sytuacji. Przynajmniej do czasu urodzenia synka. Potem będzie walczyć o alimenty. Musiała być realistką, nikt nikogo bez pieniędzy pod dach nie przyjmie. Sobie jedzenia mogłaby przez parę dni odmówić, jakoś dałaby radę... Ale nie mogła zapominać o rozwijającym się pod jej sercem dziecku. To przede wszystkim o nim musiała teraz
myśleć.


Zróbmy teraz tak.

Z konta bankowego Wielkiego Pana i Władcy wypłacamy 100 tysięcy i dajemy przyszłej matce.

Czy nadal uważasz, że pieniądze szczęścia nie dają?

Pamiętaj, że wyłącznie od Ciebie zależy jakim człowiekiem będziesz, gdy się wzbogacisz. Pieniądze są tylko środkiem wymiany i zwalanie na nie winy jest wymówką dla ludzi skąpych i posiadających taką żądzę posiadania, że wokół nie dostrzegają dosłownie niczego. Najczęściej budzą się, gdy jest na to za późno.

Nie oszukujmy się. W dzisiejszych czasach, wysokość dochodów odgrywa dużą rolę i warto dążyć do tego aby żyć godnie. Niemniej jednak przez cały ten czas powinniśmy pamiętać, że istnieją wartości ważniejsze i nie warto zatracać siebie w pogoni za czymś, co materialne.

Kluczem do tego jest umiar i umiejętność niepopadania w skrajności.


"Jestem wierząca i praktykująca więc zostanę zbawiona" - czy na tym polega chrześcijaństwo?

Ostatnio natknęłam się na filmik, który być może nie wywołałby we mnie takiej burzy emocji gdyby nie to, że został udostępniony przez księdza. Niby nie powinnam się temu dziwić bo jego zawartość była związana z chrześcijaństwem, a dokładniej mówiąc chodzeniem do Kościoła, przyjmowaniem Eucharystii, modlitwą.
Przedstawiał scenkę, w której proboszcz odmówił kobiecie udzielenia zaświadczenia umożliwiającego zostania matką chrzestną. W celu weryfikacji, zadał pytania o frekwencję na Mszy Świętej, częstotliwość spowiedzi, sposób w jaki jak wygląda jej modlitwa.
Najbardziej zadziwia mnie to, że dla co niektórych fanatyków, nie liczy się jakim jesteś człowiekiem. Co ci z twojej dobroci, miłosierdzia, chęci pomocy skoro i tak jesteś przegrany w oczach Boga, bo nie chodzisz do Kościoła? A co z Eucharystią? Pff.. o czym ja w ogóle piszę! Skoro jesteś osobą niepraktykującą to o spowiedzi nawet nie ma mowy! To może chociaż się modlisz? Co...?! Tylko wieczorem?!
      Nie zrozumcie mnie źle. Ja nie mam nic przeciwko Kościołowi. Ale irytuje mnie podejście księży. Pouczają, że powinniśmy pomagać, miłować bliźnich, a co robią? Odstraszają ludzi od Wspólnoty i jednocześnie od Boga. Proboszcz, który stwierdza, że skoro kobieta zamiast się modlić - słucha śpiewu ptaków, ma iść po zaświadczenie do leśniczego, zachowuje się w porządku? Okej, uważa, iż zbłądziła. Ale czy to daje mu prawo do osądzania? Tego nauczał Chrystus?


Może i moja wiara kuleje, bo nie chodzę na każdą Mszę Świętą, a u spowiedzi byłam rok temu. Nie twierdzę, że jest to w porządku. Wiem, powinnam poświęcić więcej czasu na praktykowanie wiary.
Mimo to, wątpię aby dla Boga to było najważniejsze.
Jest masa ludzi, którzy są i wierzący i praktykujący, a bliźnich i zwierzęta traktują jak śmieci.
Czy w byciu chrześcijaninem chodzi tylko o odhaczenie kolejnej Mszy?
Cóż... znaczna różnica jest między znaczeniem słów “wierzyć”, a “kochać”. 
 

Czy osobie nieśmiałej jest ciężej w życiu?

Moja ciocia zawsze powiada. że osoba nieśmiała wiele w życiu traci. Nazywa takich ludzi guluniami, mnie zaś doradza odwagę w kontaktach z ludźmi. Jeżeli czegoś nie potrafię - mam iść w zaparte.
Umiem! Wiem!
Przecież to bodziec do podjęcia nauki, prawda?
Chociaż ciocię traktuję jak drugą matkę, nasze poglądy bardzo się różniły. Długo byłam "guluniem", który bardziej stronił od kontaktów z ludźmi niż o nie zabiegał. Mając 16-17 lat, nie rozbiłam dosłownie nic. Szkołę olałam, znajomych również. Siedziałam wpatrzona w ekran komputera i coraz bardziej tyłam...
Na poziomie technikum moja nieśmiałość "przekształciła się" w chorobę. Zdiagnozowano u mnie fobię społeczną.
 
Dlaczego użyłam cudzysłowiu?
  Teraz gdy o tym myślę dochodzę do wniosku, że wmówiłam sobie to zaburzenie.
Tak było mi wygodniej. Indywidualny tok nauczania, wszystko podstawione pod nos. No, żyć nie umierać!
Ocknęłam się dopiero po przeczytaniu pewnej książki, której tytuł wyleciał mi z głowy. Pamiętam tylko, że mówiła o tym jaką rolę odgrywa Bóg w naszym życiu. Poszłam do Kościoła, wyspowiadałam się i... wróciła mi chęć do życia.
 Zrezygnowałam z indywidualnego toku nauczania i wyszłam do ludzi. Mimo, że moja wychowawczyni twierdziła, iż po takiej przerwie nie mam szans zdać matury, a do egzaminu zawodowego... po co ja w ogóle podchodzę?... zaliczyłam wszystko za pierwszym razem. Może i mój wynik nie był zadowalający, ale udało się. Poszłam na studia.
Ale... nadal bałam się kontaktów z ludźmi. Nie wierzyłam we własne możliwości. Uważałam, że jestem przeciętniakiem, który po ukończeniu szkoły, będzie zarabiał najniższą krajową.

  
Coś się jednak wydarzyło na 2 roku. Zajęłam II miejsce w konkursie ogólnopolskim i wtedy... moje życie obróciło się o 180 stopni. Dziewczyna, w którą nikt nigdy nie wierzył, wreszcie pokazała na co ją stać.
Czy nieśmiałość mi w tym przeszkodziła?
Jasne, że nie!
Ten sukces dał mi takiego kopa, że zrozumiałam, iż wszystko jest możliwe, tylkowystarczy dążyć do celu. Małymi kroczkami, ale iść naprzód. Nigdy stać w miejscu, bo to jest chyba nawet gorsze od cofania się w przeszłość.
Słuchaj, jeżeli masz problem z nieśmiałością, stronisz od ludzi, a imprezy są dla ciebie katorgą – do niczego się nie zmuszaj, znajdź pasję, rób coś w czymś się sprawdzasz.
Satysfakcja z tego, że coś ci wychodzi, potrafi dodać skrzydeł, które mogą ponieść cię dalej niż się spodziewasz.



Co ja tutaj robię?


Pierwsza myśl o własnej stronie internetowej pojawiła się... rok temu? Wiem, dużo czasu minęło od tamtej pory, ale przyznam szczerze, że brakowało mi pomysłu na tematykę. Poszukując inspiracji, czytałam artykuły, które miały na celu pomoc w odnalezieniu myśli przewodni strony internetowej. Za każdym razem trafiałam na radę abym zastanowiła się w czym się specjalizuje. Moda, sport, dietetyka, a może kulinaria?
O zdrowym odżywianiu jakieś tam pojęcie mam, ale żadna ze mnie profesjonalistka, więc nie mogłabym konkurować z osobami, które faktycznie w tym siedzą. Gotować potrafię, jednak nauczyłam się tego, korzystając z przepisów, wstawianych na blogach. Sama w kuchni raczej rzadko eksperymentuję, bo ciężko u mnie z kreatywnością jeśli chodzi o gotowanie.
Kiedy doszłam do wniosku, że tak naprawdę w żadnej dziedzinie nie jestem profesjonalistką, założenie bloga poszło w zapomnienie.
Kiedy sobie o tym przypomniałam? Zainspirowała mnie do tego.. uwaga... moja forma zaliczenia przedmiotu ogólnouniwersyteckiego. 10 – stronnicowy esej na temat miłości. Podczas pisania pracy, doszłam do wniosku, że mam bardzo dużo do powiedzenia. I nie tylko na tematy związane z życiem uczuciowym. Wprost przeciwnie, skłoniło mnie to do refleksji.

Dlaczego tematy kontrowersyjne są tak rzadko podejmowane?


Prasa i internet zasypują nas informacjami na temat tego jak być fit, sposobami leczenia żylaków, a przepisów na sernik jest chyba tysiąc!
Oczywiście nie twierdzę, że jest w tym coś złego. Niektóre blogowiczki potrafią zmotywować do działania niejednego leniucha (czyt. mnie). Bez czerpania wiedzy ze stron internetowych poświęconych kulinarii zaś nadal jadłabym wodniste zupy z niedgotowanymi warzywami.

Poszukując tematyki bloga, doszłam do wniosku, że najlepiej będzie jeśli będę pisała o tym... co leży mi na sercu. Wykorzystywanie władzy oraz niewiedzy Polaków w zakresie przepisów prawnych, wtrącanie się Kościoła do polityki to namiastka tego, co mnie nurtuje.

Jeśli zostaniecie ze mną, na pewno nie będzie się nudzić!