Recenzja cyklu p.t. "Zwiadowcy"

Jak już może zdążyliście zauważyć nie jest to blog, na którym często pojawiają się opinie na temat czyjejś twórczości. Co ja gadam! Tutaj nigdy nie pisałam o książkach, filmach, serialach które według mnie są godne zainteresowania... albo wprost przeciwnie, tak nudne, że zapragnęłam Was przed tym przestrzec.
Zakończenie mojej kilkuletniej przygody ze Zwiadowcami skłoniło mnie jednak do napisania pierwszej w moim życiu recenzji.




Po pierwszą część tego cyklu sięgnęłam w 2013 lub w 2014 roku. Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam tom, w którym poznałam głównego bohatera – Willa. Chłopak wychował się w
sierocińcu, ale dorastanie bez rodziców, nie przeszkodziło w snuciu marzeń. Dostać się do Szkoły Rycerskiej, aby następnie móc walczyć i jeśli zajdzie potrzeba zginąć w obronie mieszkańców Araluenu.
Will jako chłopak odważny, zręczny, sprytny miał duże szanse zaistnieć pośród uczniów Szkoły Rycerskiej ale jego wątła postura zdyskwalifikowała go na samym starcie. Nie został nawet przyjęty do Akademii, o której ukończeniu tak marzył. Co gorsza, nie nadawał się również do pracy w kuchni, a inne funkcje też wydawały się takie jakieś... nie dla niego.
Co oznaczało dla chłopaka to, że przedstawiciele urzędów, szkoły rycerskiej, a nawet kuchni odrzucili jego kandydaturę? Ano, trafienie do rodziny rolników, w której do końca życia miał być popychadłem.
I tak by się pewnie stało gdyby nie to, że ktoś jednak zauważył potencjał Willa. Tą osobą był Halt, mrukliwy zwiadowca, pełniący swoje obowiązki w lennie Araluen. Okazało się, iż obserwował chłopaka od dłuższego czasu i dostrzegł u niego cechy, których rozwój mógłby w przyszłości zaowocować. Will potrafił się skradać, dzięki swojej wątłej posturze - pozostawał niezauważony przez kucharza Chubba w trakcie operacji, zatytułowanej - podkradanie ciasteczek. Nie ulegało wątpliwości, iż nadawał się na ucznia zwiadowcy, tak więc legendarny Halt przyjął chłopaka pod swoje skrzydła.


W pierwszej części, John Flanagan opowiada o początkach szkolenia Willa, jego pierwszych przygodach, relacji mistrz – uczeń. Poznajemy również przyjaciół bohatera – Horace, ucznia Szkoły Rycerskiej, Jenny – dziewczynę ze smykałką do gotowania, Alyss – której mentorką została sama mistrzyni dyplomacji, Lady Pauline oraz George – marzącego o karierze prawnika.

Jest to zarazem pierwszy, jak i jedyny tom tego cyklu, który porwał mnie bez reszty. Podczas czytania, przyszło mi nawet na myśl, że wreszcie znalazłam lekturę rangi Harrego Pottera. Niestety, następne części mnie rozczarowały. I pragnę w tym miejscu podkreślić, iż w żadnym wypadku nie była to wina autora. Wcale nie chodzi o to, że zanudzał, czy jego styl pisania mi nie odpowiadał. 

 

Po prostu za dużo w tym wszystkim było wojen, opisów broni, walk, zasad rycerstwa. Przyznam, że nieraz miałam chęć pominąć jedną czy dwie strony, ale rzecz jasna nie zrobiłam tego. Uparcie czytałam kolejne sceny, w których mężczyźni walczyli zarówno o życia swoje jak mieszkańców lenna Araluen.

Według mnie jest to cykl, który bardziej spodobałby się facetom. We mnie ta seria nie obudziła żadnych głębszych emocji. Cieszę się, że wreszcie przeczytałam te 14 tomów.

Ktoś mógłby zapytać – po co się z tym męczyłaś skoro już druga część nie przypadła ci do gustu?
Ano, bo jestem uparta. Kiedy zacznę jakąś książkę, muszę przeczytać ją do końca. Ta zasada odnosi się również do serii, składających się nawet i z kilkunastu tomów – tak jak było w tym przypadku.

Skłamałabym jednak gdybym napisała, że kompletnie nic mi się w Zwiadowcach nie podobało.
Urzekła mnie relacja między Haltem, a Willem. Co prawda, na początku powiewało chłodem, ale z biegiem czasu, chłopak przekonał do siebie nieprzystępnego mistrza. Myślę, że Halt najbardziej w Willu lubił to, iż ten szybko się uczył, był ciekawy świata, a dobro przyjaciół stawiał ponad wszystko. Swoją walecznością, odwagą i zaangażowaniem szybko zdobył szacunek nie tylko mistrza, ale i mieszkańców lenna Araluen.

Następny motyw, który przykuł moją uwagę i niejednokrotnie wywoływał uśmiech na twarzy to sposób, w jaki zwiadowcy obchodzili się ze swoimi końmi. Osoby, które przeczytały choćby pierwszą część tej serii, wiedzą, iż John Flanagan nadał koniom, należącym do zwiadowców, wyjątkowe cechy. Zwierzaki potrafiły porozumiewać się w myślach ze swoimi właścicielami, do czego rzecz jasna żaden zwiadowca się nie przyznawał. Co by ludzie pomyśleli, gdyby ci tajemniczy mężczyźni, publicznie rozmawiali ze swoimi wierzchowcami? I bez tego opinia o Korpusie Zwiadowców była... przeciętna, że tak powiem. Otóż, zwiadowcy byli ludźmi zamkniętymi w sobie, stronili od innych, zamieszkiwali zazwyczaj głęboko w lasach albo na obrzeżach lenn. 

 

Licząc tomy, w których John Flanagan opowiada o przeszłości Halta, części Zwiadowców jest aż 14 więc gdybym miała wymieniać wszystko, co mi się podobało i wręcz odrzucało, to ten post pisałabym tygodniami, a nie o to tutaj chodzi.

Jeżeli lubisz literaturę fantasy powinieneś sięgnąć po ten cykl, ale ostrzegam – nie jest to seria, ociekająca magią, na próżno w niej szukać smoków, czarownic, elfów czy krasnoludów.
Zwiadowcy to zwykli mężczyźni o wyjątkowych umiejętnościach, które wynikają z ich zręczności, sprytu i pewności siebie. Czyli z cech, jakie może posiąść każdy z nas.

7 komentarzy:

  1. Zabawne, ja też czytam teraz książkę, której głównym bohaterem jest Will. Co prawda zupełnie inna tematyka - bo to romansidło jakich mało :) Tylko, że ta moja jest wciągająca i nie męczę się czytając jak narazie.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie znam tej serii, ale tez zbytnio nie przepadam za fantasy. Są wyjątki typu "pamiętniki wampirów" czy Harry Potter ;), ale jakoś mnie nie ciągnie do takiego typu książek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już kilka razy robiłam podejście do tego cyklu i jakoś nie mogę się przekonać :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam o tym cyklu i jakoś do mnie nie przemawia :) Może dlatego, że nie przepadam za książkami Fantasy, zdecydowanie bardziej wolę horrory :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam szczerze że nie przepadam za książkami ani filmami typu Fantasy,to bardziej skierowane do mojej siostrzenicy,ona lubi takie klimaty. Ale opis muszę przyznać mnie zaciekawił a to plus. Pozdrawiam cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. To ja odpuszcze sobie serię. Nie lubie histori, wojen, broni ani nic z tym związanego. Jak jeszcze ciut takich informacji dam radę przetrawić tak zbyt wiele to już nie dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń