Czasem potrzebuję się po prostu wygadać

Osoby, które czytały pierwszy post zamieszczony na blogu, być może pamiętają, że miałam problem z wyborem tematyki. W końcu doszłam do wniosku, iż dalsze zwlekanie z założeniem strony internetowej nie ma sensu, a pisać będę o tym co mnie zaintrygowało, wywołało moją niechęć, itd. Uwierzcie mi, że takich rzeczy jest masa - mam nawet listę z tematami, które zamierzam poruszyć.



Od kilku lat zmagam się jednak z pewnym problemem.

Nie wiem czy podjęłam właściwą decyzję, pisząc o tym na blogu. Zakładając go, nie sądziłam, że kiedykolwiek wpadnę na pomysł aby dzielić się z Wami moimi słabościami.

Nie wymagam od Was poklepania po plecach, zapewnienia, że wszystko będzie dobrze. Może wstyd przyznać, ale nie mam z kim tak szczerze porozmawiać o tym, co mnie dręczy. Rodzina, znajomi – oni mówią, że ja wmawiam sobie coś, czego tak naprawdę nie ma. Bagatelizują problem, który jest pokaźnych rozmiarów.

Otóż, od około 16-17 roku życia borykam się z zaburzeniami odżywiania. Na początku zaczęło się niewinnie. Przeszłam na dietę. Nie byłam jakoś specjalnie otyła, moja nadwaga oscylowała gdzieś na granicy 4 kg. Łagodnie mówiąc endokrynolog uznała, że nie wyglądam dobrze. Zapytała mnie jak się odżywiam, czy fajnie tak być grubą. 

 

Coś we mnie pękło.

Kiedy stanęłam tamtego dnia na wagę dotarło do mnie, że w ciągu roku przytyłam około 10 kg. Zrozumiałam, iż jedzenie czekolady i dużej paczki chipsów naraz nie pozostało bez echa. Albo obżeranie się na noc. Dodatkowo, byłam uzależniona od komputera więc nawet o choćby najmniejszej aktywności fizycznej nie było mowy.

Zaczynając moją przygodę z odchudzaniem korzystałam z informacji zamieszczonych w internecie. Czyli odstawienie słodyczy, fast foodów, jedzenie 5 posiłków dziennie, picie 2l wody. Nie miałam pojęcia, iż organizm potrzebuje określonej ilości kalorii, a co dopiero białka, tłuszczy, węglowodanów. Z racji tego, że w moim domu rzadko były obiady, jadłam same kanapki i owoce.


Rzecz jasna, schudłam – w końcu dostarczałam około 1000 kalorii dziennie. Udało mi się zrzucić 8 kg i... wróciłam do niewłaściwego odżywiania. Nie jadłam jednak w takich ilościach jak przed "dietą" więc na całe szczęście nie wróciłam do poprzedniej wagi. Chociaż chuda nie byłam, nadwagi również nie miałam,niemniej po zaledwie roku postanowiłam schudnąć jeszcze więcej.
Chodziłam na fitness 5 razy dziennie, ćwiczyłam w domu, a jadłam poniżej 1000 kalorii. Wytrwałam tak około 4-5 miesięcy. Obudziłam się dopiero kiedy po zjedzeniu paru wafelków mój organizm odzwyczajony od tego typu pożywienia wszystko zwrócił. Czułam się wtedy okropnie. Nie miałam siły wstać - kiedy mój brat zadzwonił do drzwi, dosłownie czołgałam się po podłodze aby mu otworzyć.
Zaprzestałam tej katorgii, aby ponownie do niej wrócić po paru miesiącach... I tak w koło Macieja...

Aktualnie wiem dużo więcej o odżywianiu. Zdaję sobie sprawę, iż diety typu 1000-1300 kalorii wyniszczają organizm. Przez ostatnie 4 miesiące jednak jadłam niewiele więcej, przy czym metabolizm tak mi zwolnił, że w ogóle nie schudłam. Nadal patrzę w lustro i widzę siebie taką nieidealną. 

 

Bo nie mam kratki na brzuchu, tak jak inne dziewczyny.

Wiem, że śmiesznie to brzmi, ale uwierzcie, iż jest to zakorzenione głęboko we mnie. Na całe szczęście w porę trafiłam na bloga Wilczogłodnej i dzięki niej dużo zrozumiałam. 

  Mniej więcej to, że jeżeli nie zaprzestanę tych durnych diet nigdy nie pozbędę się obsesyjnych myśli o jedzeniu, a co więcej, mogę wpaść w to bagno jeszcze głębiej.

I to nie jest post sponsorowany. Po prostu pisząc o zaburzeniach odżywiania nie sposób nie wspomnieć o tej wspaniałej kobiecie.

12 komentarzy:

  1. Najważniejsze, że jesteś świadoma, że to dla Ciebie zagrożenie :) Trzymam kciuki w walce o zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. endokrynolog z wyczuciem... lekarz z powołania zapewne.

    najważniejsze że zdajesz sobie sprawę z problemu

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz co, w dziesiejszych czasach łatwo popaść w obłęd. Ja do kontrolowania tego, co jem, jestem już tak przyzwyczajona, że w sumie stało się odruchem. Mało tego, że diety są nam dosłownie wciskane na każdym kroku, to jeszcze jakość jedzenia spada (wszędzie dodaje się na przykład cukier). Nie mówię, żeby doprowadzać się do stanu otyłości (a już na pewno nie pownno się jej promować jako "pięknej"), ale jeśc to, na co ma sie ochotę, tylko w rozsądnych ilościach. Ja jem wszystko, chipsy i słodycze też, do tego bardzo słodkie alkohole, ale wiem jednocześnie, że powinnam jeść owoce, pić wodę. Zdrowy rozsądek i umiar, a troszkę aktywności też jest ciału potrzebne (ja mam 7ominutówkę :P ).

    OdpowiedzUsuń
  4. jakbym czytała o sobie... :P
    Obserwuję i zapraszam do mnie: http://thewomenlife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Mocne wyznanie. Każdy ma jakieś slabości. Chociaż więszość kobiet przerabiała diety, tak drastyczne odżywianie to istne igranie z ogniem!

    OdpowiedzUsuń
  6. Najważniejsze to przede wszystkim nie robić niczego wbrew sobie! Masz ochotę na czekoladę? Zjedz jedną kostkę. Masz ochotę pospać? Pośpij. Poćwiczyć? Poćwicz. By osiągnąć sukces musisz znaleźć balans między pracą nad sobą i przyjemnością :) Super, że zdałaś sobie sprawę z problemu i wiesz, czego teraz unikać. Trzymaj się cieplutko :*
    Lina Nastya

    OdpowiedzUsuń
  7. W dzisiejszych czasach trzeba dużo czytać zanim się zacznie coś robić. Chodzić do lekarzy, pytać, dowiadywać się aby w 100% pewności zacząć działać. Niestety u Ciebie zaprzestało na etapie 'wmawiania' albo co gorsza utrzymuje się taka a nie inna świadomość w psychice i ciężko ją zwalczyć. Ale trzymam mocno kciuki, że uda Ci się ta walka i Twoje zdrówko będzie takie jakie powinno być! ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakbyś chciała pogadać kiedyś z kimś, kto zmaga się z podobnymi problemami, to odezwij się na moim blogu, napiszę do Ciebie albo coś.
    Powodzenia w walce z tym syfem, trzymaj się cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  9. Proszę skontaktuj się e-mailowo lub telefonicznie z Magdaleną Krupą z Ogólnopolskiego Centrum Zaburzeń Odżywiania : http://www.centrumzaburzenodzywiania.pl/
    Z ID się nie wychodzi zazwyczaj samodzielnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć, gratuluję odwagi, aby pisać o swoich słabościach. Najważniejsze, że jesteś świadoma swojego problemu. Niestety często Ci najbliżsi nie traktują nas poważnie - coś o tym wiem. Nie znam się na tego typu zaburzeniach, ale jesli miałabyś kiedyś ochotę porozmawiać, tak po prostu, o czymkolwiek, zwyczajnie się wygadać, to pisz! Z chęcią Cię poznam i wysłucham.
    Pozdrowienia! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja pamiętam w gimnazjum miałam spore problemy z jedzeniem ale szybko się obudziłam i na szczęście nie skończyło sie tragicznie!

    OdpowiedzUsuń